Szef polskiego banku centralnego Adam Głapiński był uspokajający po tym, jak Rada Polityki Pieniężnej (RPP) zdecydowała się nie podnosić stóp procentowych.
Głapiński na konferencji prasowej przewidywał, że inflacja zacznie zwalniać pod koniec pierwszego kwartału i osiągnie wartość jednocyfrową do końca roku. Dodał, że choć tempo wzrostu polskiego PKB prawdopodobnie spadnie do poziomu bliskiego zeru, to recesja czy hiperinflacja są mało prawdopodobne.
Głapiński przyznał, że inflacja może wzrosnąć w pierwszych dwóch miesiącach 2023 r.
Głapiński ocenił perspektywy międzynarodowej gospodarki, że w Niemczech nastąpi recesja. Uważał jednak, że Polska uniknie recesji i odnotuje wzrost PKB na poziomie około 0,7 proc. Byłby to prawdopodobnie jeden z najlepszych wyników w UE.
Jeśli chodzi o inflację, Glapiński uważał, że w większości krajów powinna ona wyhamować w miarę stabilizacji cen energii; przyznał, że ceny ropy naftowej i ropy naftowej stabilizują się, ale nie można tego jeszcze powiedzieć o gazie, energetyce, węglu czy żywności.
Głapiński był bardzo optymistycznie nastawiony do perspektyw polskiej gospodarki w dłuższej perspektywie. Przewidywał, że w ciągu najbliższych 10 lat Polska może osiągnąć taki sam PKB per capita jak Francja. Powiedział, że przy obecnych trendach inflacja prawdopodobnie spadnie do 6-9 proc. do końca przyszłego roku, a cel inflacyjny NBP (nie więcej niż 3,5 proc. rocznie) zostanie osiągnięty do 2025 r.
Głapiński bronił działań banku centralnego w sprawie stóp procentowych. Odrzucił tezę, że podwyżka stóp procentowych nastąpiła z opóźnieniem, twierdząc, że cel osłabienia popytu został osiągnięty, o czym świadczy zmniejszona liczba kredytów hipotecznych.
Po środowym posiedzeniu Rada Polityki Pieniężnej trzeci miesiąc z rzędu utrzymała podstawową stopę procentową na poziomie 6,75 proc. Komentatorzy uważali, że jeśli gospodarka zacznie pogrążać się w recesji, bank centralny może nawet rozważyć obniżenie stóp procentowych do maja przyszłego roku.
![]()