We wtorek 31.05.22 ukraińska gazeta Ukrainska Prawda opublikowała artykuł o ostatnich miesiącach pracy byłej ukraińskiej komisarz ds. praw człowieka Ludmiły Denisowej. Denisowa została zdymisjonowana przez ukraiński parlament w maju po przegranej wotum nieufności. Do tej pory do niedawna Denisova była jednym z najczęściej cytowanych przez media urzędników ukraińskich. Często mówiła m.in. o zbrodniach popełnianych przez rosyjskie wojsko.
Według Ukraińskiej Prawdy, po tym, jak Rosja rozpoczęła inwazję na Ukrainę na pełną skalę, biuro ukraińskiego komisarza ds. praw człowieka otworzyło gorącą linię, która według oficjalnych danych odebrała 50 tys. telefonów od lutego do maja. Ludzie dzwonili z pytaniami o wszystko, od zaginionych krewnych, przez drogi ewakuacyjne, po zbrodnie rosyjskich żołnierzy. Jak powiedział jeden z pracowników, „wszyscy, którzy mogli usiąść przy telefonie, zrobili to, a my odbieraliśmy dziesiątki telefonów”. UNICEF zakupił dodatkowe telefony i serwery do biura.
1 kwietnia urząd uruchomił „specjalną infolinię pomocy psychologicznej”, twierdząc, że zatrudnił pięciu profesjonalnych psychologów do obsługi telefonów. W połowie kwietnia urząd opublikował raport, według którego pracownicy otrzymali telefony od 400 osób, a większość z nich dotyczyła przestępstw o charakterze seksualnym. W raporcie wymieniono również jednego z psychologów: Oleksandrę Kwitko. W wywiadzie dla dziennikarzy Kwitko opowiedziała niepokojące szczegóły z historii, które rzekomo opowiadali jej rozmówcy. Podobne historie zaczęły pojawiać się później w oficjalnych wypowiedziach urzędu, a także samej Denisovej, m.in. na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos.

Oleksandra Kwitko jest córką Ludmiły Denisowej. Według Ukraińskiej Prawdy, zaczęła publicznie uczestniczyć w pracach ombudsmana co najmniej w 2019 roku. Praca Kwitko na infolinii była realizowana na podstawie umowy z UNICEF-em, więc, według gazety, nie było formalnego konfliktu interesów (później Denisova powiedziała, że projekt pomocy psychologicznej został zorganizowany bez jej udziału).
Według źródeł z urzędowych, praca „specjalnej infolinii pomocy psychologicznej”, dla której Kvitko pełnił funkcję konsultanta, różniła się znacznie od innych projektów urzędu pod względem braku przejrzystości. Koledzy Kwitko nie wiedzieli, „kto dzwonił, jak często, czy rozmowy były nagrywane i jakiego rodzaju pomoc udzielano ofiarom”. Nie znali nawet nazwisk psychologów pracujących z Kvitko.
Według Ukraińskiej Prawdy dziennikarze próbowali zweryfikować historie, które Denisowa i Kwitko opowiadali publicznie, ale „nie mogli znaleźć potwierdzenia dla podawanych materiałów”. Gazeta podała również, że biuro rzecznika nigdy nie przesłało organom ścigania żadnych informacji o rzekomych przestępstwach ani danych kontaktowych ofiar (po jej zwolnieniu Denisowa powiedziała, że nie ma prawa zgłaszać informacji, prowo to według niej maja tylko „ konsultanci psychologiczni z infolinii UNICEF-u”.
Kiedy podwładni Denisowej zapytali o dziwne zachowanie ich kierownika, według źródła z Ukraińskiej Prawdy, jedyną odpowiedzią, jaką im udzieliła, było to, że „pracujemy na froncie informacyjnym”.
Pracownicy ukraińskiej prokuratury próbowali potwierdzić doniesienia Ludmiły Denisowej o gwałceniu dzieci: w kwietniu udało im się potwierdzić szczegóły jednego z takich przypadków, a w międzyczasie biuro rzecznika „podawało coraz więcej nowych historii”. Kiedy nie byli w stanie potwierdzić żadnych dalszych historii, postanowili sprowadzić Denisovą na przesłuchanie, aby ustalić, kim są jej źródła.
Podczas pierwszego przesłuchania Denisowa „nie była w stanie podać źródła swoich informacji”, ale podczas drugiego, na krótko przed zwolnieniem, przyznała, że „dowiedziała się wszystkiego od córki”. Po tym Denisova rzekomo wyjaśniła prokuratorom, że „opowiedziała te przerażające historie, ponieważ chce, aby Ukraina zwyciężyła”, jak podała Ukraińska Prawda.
Ołeksandra Kvitko również była przesłuchiwana, jak donosi Ukraińska Prawda. Według gazety powiedziała prokuraturze, że w ciągu półtora miesiąca jej gorąca linia otrzymała ponad tysiąc telefonów, z czego 450 dotyczyło gwałtów na dzieciach. Urzędnicy byli jednak w stanie znaleźć zapisy tylko 92 rozmów.
Kvitko nie była w stanie podać żadnych szczegółów, w tym kto do niej dzwonił i do jakich lekarzy skierowała ofiary. Nic nie wskazywało na to, że te ofiary rzeczywiście istniały. Powiedziała, że opowiadała matce historie „przy herbacie”.
Ukraińska Prawda nie mogła uzyskać komentarzy od Ludmiły Denisowej, Ołeksandry Kwitko czy UNICEF-u.
Kilka dni przed zwolnieniem Denisovej dziesiątki kobiet pracujących w ukraińskich mediach opublikowało oświadczenie wzywające ją do publikowania tylko zweryfikowanych informacji, starannego dobierania słów i unikania zbędnych szczegółów. „Rewelacyjne materiały, stygmatyzacja, insynuacje i przerażające szczegóły dotyczące ludzkich tragedii nie pomogą nam pokonać wroga ani zakomunikować problemu przestępstw seksualnych podczas wojny” – czytamy w liście.
Według Ukraińskiej Prawdy na koniec czerwca ukraińska policja bada 20 przypadków gwałtu, w których głównymi podejrzanymi są rosyjscy żołnierze. Według prawniczki Larisy Denisenko, jest to znacząca liczba, biorąc pod uwagę, że ofiary gwałtów często noszę konsekwencje stygmatyzacji. Autorzy zauważyli, że jedno śledztwo może obejmować wiele zdarzeń, a statystyki „mogą nie odzwierciedlać rzeczywistej skali przestępstw”.
Ukraińska Prawda podkreśliła, że artykuł o Denisoeej „nie kwestionuje faktu, że Rosjanie dopuścili się gwałtów na Ukrainie”. Ale fałszywe historie o gwałcie, pisali, „grają tylko w ręce wroga”.
![]()