Największe marsze pierwszomajowe we Francji od dziesięcioleci przerodziły się w przemoc, gdy jeden z protestujących stracił rękę, a oficer doznał poważnych poparzeń po uderzeniu koktajlem Mołotowa.
Około 782 000 osób protestowało w całej Francji w nowym pokazie furii przeciwko reformie emerytalnej prezydenta Francji, w tym 112 000 w samym Paryżu, podało ministerstwo spraw wewnętrznych.
Związek CGT oszacował tę liczbę wyżej, na 2,3 miliona protestujących we Francji, w tym 550 000 w stolicy. Frekwencja była nawet 10-krotnie wyższa niż w pierwszy maja 2022 r., ale mniejsza niż największe dotychczas protesty przeciwko reformie emerytalnej w tym roku.

Mimo to był to znaczący pokaz siły związków, które po raz pierwszy od 2009 roku połączyły siły w Święto Pracy. Laurent Berger, szef CFDT, największego związku we Francji, nazwał go „historycznym”, największym od 30 lat, i dowód, że nie był to „łabędzi śpiew” dla ich trwającego trzy miesiące ruchu protestacyjnego.
Ale podczas gdy związki nawoływały do „świątecznych” marszów w obronie praw pracowniczych i przeciwko prawu pana Macrona, podnoszącemu wiek emerytalny z 62 do 64 lat, wielu ubolewało nad obecnością tysięcy „czarnych bloków”, z których część przyjechała z zagranicy, aby wziąć udział w demonstracje we francuskich miastach.
Według państwowego nadawcy France Télévisions w Paryżu policjanci byli atakowani koktajlami Mołotowa, a jeden z nich doznał poparzeń twarzy i ciała, zanim został przewieziony do szpitala.
Nagranie pokazało płonące pociski uderzające w policję w 11. dzielnicy Paryża. Nagranie pokazało, że inny policjant stracił przytomność, gdy jego jednostka znalazła się pod ciężkim ostrzałem pocisków i fajerwerków. Okazało się jednak, że został powalony „przyjacielskim ogniem”, gdy kolega rzucił granatem ogłuszającym, który poślizgnął się i wylądował w środku jego drużyny.
Protestujący zdewastowali także sklepy i rzucali kamieniami, podczas gdy policja odpowiedziała armatką wodną, gazem łzawiącym, bronią palną i granatami ogłuszającymi.
28-letni protestujący w Nantes był zabrany do szpitala po tym, jak podobno odstrzelono mu rękę granatem ogłuszającym.
Około 13 000 policjantów zostało rozmieszczonych w całej Francji, w tym 5 000 w Paryżu, gdzie funkcjonariusze wystrzelili gaz łzawiący, gdy ubrani na czarno protestujący połączyli siły ze swoimi odpowiednikami w żółtych kamizelkach, skandując: „Wszyscy nienawidzą policji”.
Starcia były najgorsze na Place de la Nation, gdzie protestujący podpalili wypożyczalnię rowerów Vélib, którą strażacy usiłowali gasić ale ogień, i tak rozprzestrzenił się na sąsiedni budynek.
W kraju dokonano co najmniej 291 aresztowań, z czego ponad 60 w samym Paryżu. Doniesiono, że 108 policjantów i dziesiątki demonstrantów zostało rannych, niektórzy poważnie. Policja po raz pierwszy rozmieściła drony w stolicy Francji i Bordeaux, aby zlokalizować “najgorętsze” miejsca.

Premier Francji Elisabeth Borne potępiła „niedopuszczalne” sceny przemocy.
„Choć zdecydowana większość demonstrantów była oczywiście pokojowa, w szczególności w Paryżu, Lyonie i Nantes, policja ma do czynienia z wyjątkowo brutalnymi bandytami, którzy przybyli w jednym celu: zabić policjantów i zaatakować własność innych” – powiedział Gérald Darmanin, dyrektor ds. minister.
Doszło do gwałtownych starć w zachodnim mieście Lyon, gdzie wandale strzelali z fajerwerków i petard w stronę policji, powodując kilka obrażeń.
Związki ubolewały nad obecnością nawet 1000 wandali, którzy, jak twierdzili, zrujnowali ich marsz.
Umiarkowany CDFT, największy francuski związek zawodowy, potępił ich obecność, mówiąc: „Nasz marsz jest manipulowany przez brutalne grupy, które nie mają nic wspólnego z walką, którą toczymy”.
„To odrażające, niesprawiedliwe wobec wszystkich, którzy zmobilizowali się w tak dużej liczbie” – powiedziała Sonia Paccaud, lokalna liderka CFDT.
Po trzech miesiącach demonstracji Macron przeforsował swoją ustawę emerytalną bez głosowania w parlamencie, ponieważ brakowało mu większości. Prawie trzech na czterech Francuzów było niezadowolonych z rządów Macrona, jak wynika z ankiety przeprowadzonej w zeszłym miesiącu przez grupę ankietową IFOP.
W ostatnich dniach Macron wyruszył w podróż po prowincjonalnej Francji w celu załagodzenia gniewu opinii publicznej i spotkał się z setkami protestujących uderzających w garnki i patelnie, aby wyrazić swoje niezadowolenie – stara odwieczna praktyka.
Jego premier ma zaprosić związki zawodowe do rozmów na temat innych reform m.in. pracy i zdrowia.
Jednak przedstawiciele pracy twierdzą, że nie będzie zgody w sprawie emerytur.
„Nie przejdą do niczego innego, dopóki ustawa nie zostanie wycofana” – ostrzegła Sophie Binet, szefowa twardego związku CGT.
„Prezydent musi przywrócić rozsądek”.
![]()