Szacuje się, że w sobotę w stolicy Czech, Pradze, protestowało około 70 tys. osób, wzywając do zniesienia sankcji energetycznych wobec Rosji i neutralności wobec wojny na Ukrainie. Protest odzwierciedla rosnące niezadowolenie z powodu kryzysu związanego z kosztami utrzymania w Europie, związanego zw wzrostem inflacji, a wraz z innymi protestami już zaplanowanymi w innych krajach europejskich, takich jak Niemcy, w nadchodzących miesiącach, europejski ruch protestacyjny może dopiero zacząć się nagrzewać.

W tak małym kraju jak Czechy, liczącym 10,7 mln mieszkańców, policja szacuje, że 70 000 protestujących stanowi znaczną frekwencję. Odpowiednikiem takiego protestu w Niemczech, z populacją ośmiokrotnie większą od Czech, byłoby 560 000 ludzi maszerujących po ulicach.
Podczas sobotniego protestu na Placu Wacława w Pradze ludzie wymachiwali czeskimi flagami, walili w bębny i rozwijali transparenty z napisem np. „Pomoc dla Ukraińców i dwa swetry dla nas”.
Tłum skandował także „Skończyć z tym” i „Mamy dość” w odniesieniu do ich pragnienia, by rząd ustąpił z władzy. Ludzie przygotowywali hasła przeciwko UE, NATO, premierowi Petrowi Fiali, Zielonemu Ładowi dla Europy i odrzuceniu Rosji przez rząd, podał serwis Novinky.cz.
„Czechy potrzebują czeskiego rządu. Rząd Fiali może być ukraiński, może brukselski, ale na pewno nie czeski – powiedziała Zuzana Majerová Zahradníková, przewodnicząca partii Tricolor. Według niej rząd powinien obniżyć podatki, w tym VAT, i znieść antyrosyjskie sankcje, które szkodzą czeskiemu biznesowi. Domagała się też wstrzymania dostaw broni na Ukrainę.
Wraz z gwałtownym wzrostem inflacji, wielu obywatelistało sie przeciwnikami agresywnego poparcia rządu dla Ukrainy.
„Celem naszej demonstracji jest konieczność zmian, głównie w rozwiązaniu kwestii cen energii, zwłaszcza energii elektrycznej i gazu, które już tej jesieni zniszczą naszą gospodarkę. Zaprosiliśmy pana Fiala do negocjacji z nami, ale niestety nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Tak więc nadal będziemy naciskać na zakończenie tego rządu. Będziemy żądać jego rezygnacji” – powiedział współorganizator wydarzenia Jiří Havel.
„To nie jest nasza wojna”, powiedziała Zahradníková, według czeskiego serwisu informacyjnego Irozhlas.
Czechy, podobnie jak wiele krajów europejskich, borykają się obecnie z kryzysem energetycznym, który ma się nasilić w miesiącach zimowych. W rezultacie ruch protestacyjny może się nasilić jesienią i zimą, szczególnie jeśli sytuacja ulegnie pogorszeniu.
![]()
Szkoda że nie pamietsją 1938….