Donald Tusk za powódź obwinia… bobry – a przy okazji znajomi PSL z kółek łowieckich moga zarobić za odstrzał

Tusk zapowiada różne zmiany ustawowe w związku z sytuacją powodziową w kraju. Ekologów bardzo zaniepokoiły jego słowa, które wypowiedział podczas jednego z posiedzeń sztabu kryzysowego. Wtedy wskazał, że nie podoba mu się obecność bobrów na wałach.

Trzeba szybkich zmian, jeśli chodzi przede wszystkim o obecność bobrów na wałach. My w 2010 r. żeśmy podejmowali decyzję, to był prawdziwy problem. Ekolodzy byli wtedy lekko wnerwieni, wtedy żeśmy podejmowali, żeby ratować wały. To były priorytety. Czasem trzeba wybierać między miłością do zwierząt a bezpieczeństwem miast i wsi.

Te słowa umknęły mediom, ale wychwycili je ekolodzy. Są zaniepokojeni o populację bobrów w Polsce. W 2010 roku w ramach walki z powodzią ówczesny szef MSWiA Jerzy Miller wydał polecenie odstrzału 20 bobrów żyjących wzdłuż nadodrzańskich umocnień w woj. zachodniopomorskim. Zlecenie trafiło do szczecińskich kół łowieckich Bielik i Trop. Wtedy myśli odmówili jego wykonania, wskazując, że zwierzęta te objęte są ochroną. Łowczy przekonywali, że odstrzał bobrów miał wyłącznie charakter propagandowy mający na celu przykrycie zaniedbań dotyczących opieki nad wałami – pisał 14 lat temu “Newsweek”.

Do sprawy odniósł się w mediach społecznościowych dr Andrzej Czech, który od lat zajmuje się badaniem populacji bobrów w Polsce. “Co ja na to? Bardzo proste i dosadne: Pan Tusk opowiada bzdury podsuwane mu przez lufiarzy z PSL, którzy zwęszyli pismo nosem i chcą dostać grubą kasę na strzelanie do bobrów. Podobnie jak dostali 600 milionów za strzelanie do dzików. Kasa musi się zgadzać. Bobry, dziki, co za różnica” – napisał na Facebooku.

WPolityce

Loading

NewsEdit

Author: NewsEdit