Przed wyborami, obecny, nowy rząd Polski prowadził kampanię wyborczą, w której obiecywał powrót „rządów prawa” i antidotum na „odstępstwo demokratyczne”. Aby dostać władzę wystarczyło wygrać — lub jak się okazał, przynajmniej nie przegrać. Ponieważ żaden z głównych graczy w parlamencie nie był skłonny pomóc fktycznemu zwycięzcy PiS w zapewnieniu trzeciej kadencji, trzy koalicje partie opozycyjne utworzyły rząd i objęły urząd w tym miesiącu.
„Cała Polska, cała Europa i cały świat widzi, jacy jesteśmy silni i jak gotowi jesteśmy znów walczyć o demokrację i wolność, tak jak 30, 40 lat temu” – powiedział lider opozycji Donald Tusk podczas konferencji prasowej po marszu protestacyjnym kampanii tego lata.
Zaledwie tydzień po rozpoczęciu drugiej kadencji na stanowisku premiera rząd Tuska rzeczywiście przywołał wspomnienia z tamtej epoki. 20 grudnia Polacy byli świadkami wprowadzenia stanu wojennego w biały dzień w TVP – mediach państwowych.
Szturm na wolność słowa
Policja wdarła się do budynku, w którym dziennikarze i politycy związani z PiS protestowali przeciwko bezceremonialnym masowym zwolnieniom, które miały miejsce poprzedniego dnia w TVP, Polskim Radiu i Polskiej Agencji Prasowej. Zdjęcia zewnętrzne pokazują obszar otoczony kordonem pod silną obecnością policji. TVP Info i anglojęzyczna TVP Świat (polska odpowiedź na angielskie programy Deutsche Welle czy France 24), oba czołowe kanały informacyjne, nagle wstrzymały emisję.
Nowy rząd powołał się na lukę prawną, która pozwala Ministrowi Kultury na działanie w charakterze wyłącznego agenta skarbu państwa, omijając w ten sposób prawną procedurę powoływania i odwoływania zarządów organów rządowych.
Tusk bronił tego epizodu jako „przywrócenia porządku prawnego i zwykłej przyzwoitości w życiu publicznym”. Były premier Mateusz Morawiecki, będący wśród przeciwników politycznych, których nowy rząd obiecał postawić przed Trybunałem Stanu, ubolewał, „jak władze, które rzekomo dbają o praworządność, naruszają je na każdym kroku. A rządzili tylko przez tydzień…”
Prawdopodobnie zajmie trochę czasu, aby dowiedzieć się dokładnie, co wydarzyło się w chaotycznej siedzibie TVP, ale z pewnością nie miało to żadnego związku z tym, co można by nazwać „rządami prawa”. To najnowszy sygnał, że lewackie siły kierujące nowym rządem, choć dalekie od pełnego mandatu wyborczego, nie będą cierpliwe w przekształcaniu kraju według swego upodobania.
Nowy rząd w Polsce chce szerzyć ideologię lewicową
Lewicowa aktywistka Agnieszka Dziemianowicz-Bąk została ministrem rodziny, pracy i polityki społecznej i od razu wzbudziła kontrowersje, wkładając koszulę, na której parasolka osłania postać przed zalewem chrześcijańskich krzyży. Nowo utworzone Ministerstwo Równości już zapowiada zdrową dawkę zachodniej “polityki tożsamości”. Jedna z posłanek lewicy stwierdziła, że prezydent Andrzej Duda znajdzie się wśród osób ukaranych za twierdzenie, że LGBT to „jedyna ideologia” (jej sformułowanie, a nie Dudy), jeśli wejdzie w życie proponowana ustawa o „mowie nienawiści”. Aborcja pozostanie gorącym tematem. W katolickiej Polsce to wszystko jest oczywiście narzucane odgórnie.
Polak, który słusznie, znalazł się w gronie najwybitniejszych kronikarzy tego hiperliberalnego, antydemokratycznego zjawiska. Polityk i filozof Ryszard Legutko szczegółowo opisuje powiązania między komunizmem a demokracją liberalną – oraz płynne przejście polityków z tej pierwszej do drugiej grupy – w swojej książce The Demon in Democracy: Totalitarian Temptations in Free Societies, opublikowanej w języku angielskim w 2016 roku.
„Jeśli jakaś rzecz, jakość, postawa, idea nie jest nowoczesna, należy ją unowocześnić, bo inaczej wyląduje na śmietniku historii” – o liberalno-demokratycznym światopoglądzie Legutko pisze. „To był powód, dla którego dawni komuniści, którzy przez tyle dziesięcioleci walczyli o postęp z siłami zacofania, tak szybko znaleźli sojuszników w liberalnej demokracji”.
Ocenę Legutki potwierdza kuriozalna kondycja nowego rządu: po raz pierwszy polityczne odgałęzienie Solidarności (Koalicja Obywatelska Tuska) dzieli rząd z politycznym odgałęzieniem PZPR z czasów komunizmu (Koalicja Lewicy).
„Polska zrzuciła jarzmo komunistyczne w czasie, gdy świat zachodni wszedł już w fazę znacznej jednorodności i standaryzacji” – zauważa Legutko. „Dlatego z chwilą wyzwolenia się Polaków i rozpoczęcia aspiracji do świata liberalno-demokratycznego, Polska straciła swój egzotyczny urok jako kraju, w którym robotnicy, intelektualiści i księża przeciwstawiali się komunizmowi, modlili się do Boga i ryzykowali swoją wolność w obronie prawdy , dobro i piękno. Świat liberalno-demokratyczny nie chciał wśród siebie takiej egzotyki”.
Niedemokratyczne środki w Polsce
Jak można się zatem spodziewać, europejski aparat polityczny jest zachwycony ostatnimi wydarzeniami. Komisja Europejska odmroziła 111 miliardów euro środków zatrzymanych w wyniku powrotu Tuska do władzy, co nie jest uzależnione od żadnych działań politycznych. Die Tageszeitung, Die Zeit i Süddeutsche Zeitung znalazły się wśród niemieckich gazet, które świętowały powrót Tuska do Warszawy.
Na początku tego miesiąca niemiecki dziennikarz Klaus Bachmann napisał w Berliner Zeitung: „To dylemat, przed którym stanie przyszły premier Tusk, gdy przejmie władzę: może stać się bezsilnym władcą lub ponownie zaprowadzić demokrację w kraju za pomocą niedemokratycznych środków”.
W Niemczech Bachmanna elita polityczna ponowiła swoją hiperliberalną, antydemokratyczną próbę zdelegalizowania rosnącej populistycznej partii Alternatywa dla Niemiec. Politycy o demokracji zarówno w Warszawie, jak i w Berlinie powinni zauważyć, że na europejska opinia publiczna nie jest tym zachwycona.
W zeszłym miesiącu Geert Wilders wywołał ostatnie polityczne trzęsienie ziemi w Europie, prowadząc swoją populistyczną Partię Wolności do zwycięstwa w holenderskich wyborach parlamentarnych. W Hiszpanii powyborcze porozumienie rządzące pomiędzy drugorzędnymi socjalistami a katalońskimi separatystami na wygnaniu wywołało masowe protesty uliczne, w których do walki wciągnęły się konserwatywne osobistości, takie jak Tucker Carlson. W Irlandii, kraju, który w ostatnich dziesięcioleciach przeszedł szybką transformację społeczną i demograficzną, wydaje się, że obywatele osiągnęli punkt krytyczny, ponieważ ostatnio nasiliły się długo tłumione debaty na temat imigracji.
Prawica potrzebuje odnowienia, aby odzyskać władzę
Prawica odgrywa w Polsce ważniejszą rolę niż w którymkolwiek z tych krajów, o czym świadczy osiem lat jednopartyjnych rządów PiS, a nawet rozczarowujące „pierwsze miejsce” w tym roku. Koalicja Obywatelska Tuska w rzeczywistości przegrała o całe całe pięć punktów procentowych , a Tusk uzyskał żałosne noty sondażowe, w porównaniu z wynikami jego odchodzących odpowiedników z PiS. Centrowa koalicja Trzeciej Drogi, której świetne wyniki przesądziły o wyniku wyborów, w sondażu opublikowanym tuż przed awanturami TVP, zdobyła niemal 20-procentowe poparcie.
Jednak PiS – jeśli rzeczywiście ma pozostać głównym narzędziem polskiej prawicy – wymaga gruntownych reform. Jego małostkowość i kłótnie stały się uciążliwe. PiS prowadził autodestrukcyjne walki, które zraziły nawet konserwatystów. Nie udało się jej sformułować znaczącego hasła wyborczego na temat migracji i gospodarki, tych „zwycięskich” kwestii wyborczych. Tak, program TVP – w teorii użyteczny bastion przeciwko lewicowym mediom prywatnym – stał się za tendencyjny i nie do obrony i wymagał zmian (choć nie inwazji policji). Nawet tradycjonalistyczna agrarna Polska Partia Ludowa nie chciała publicznie mieć nic wspólnego z PiS.
Powyższe szczegóły są ważne dla zrozumienia dlaczego obecny lewicowy rząd wzywa do podjęcia ekstremalnych środków, i do jakiego stopnia “demokracja” ma faktycznie jakiekolwiek znaczenie znaczenie w w liberalno-demokratycznej Europie. Już niedługo przekonamy się, jaka jest rzeczywistość.
![]()