Bodnar domaga się od sędziów „aby złożyli oświadczenie, że był to ich błąd życiowy”

Jakub Maciejewski w Polityce pisze na temat ostatnich wyczynów człowieka pełniącego funkcję ministra sprawiedliwości w zainstalowanym rządzie Donalda Tuska:

Rozdarty jestem pomiędzy dwiema diagnozami. Jedna mówi, że Adam Bodnar i jego prawnicze otoczenie to skrajni ignoranci, którzy zwyczajnie nie wiedzą, że domaganie się od sędziów „aby złożyli oświadczenie, że był to ich błąd życiowy” jest praktyką komunistycznych partii w najgorszej fazie rozwoju. Publiczna samokrytyka ma posmak totalitarny, bo łamie kręgosłup moralny, upokarza, na całe życie obarcza zarzutem tchórzostwa i koniunkturalizmu, co zazwyczaj trwale wpycha człowieka w ramy posłuszeństwa wobec dowolnej władzy. Adam Bodnar od początku swego ministrowania szafuje frazami, które tylko w nieco zmienionej formie mógłby wyczytać ze stenogramów wystąpień sowieckiego ministra Andrieja Wyszynskiego.  

Druga diagnoza, za którą pewnie opowie się większość czytelników, to złamany kręgosłup moralny Bodnarowców. Dla kariery, sławy i zagranicznych apanaży poczynają sobie twarto, bezwzględnie, nie robiąc sobie nic nie tylko z bezprawia, ale także z prostackiego stylu w jaki wpadli przy „przywracaniu praworządności”. Konferencje prasowe Bodnara czy Tuska, kiedy ten ostatni porównywał Prawo i Sprawiedliwość do nazistów czy rządów Slobodana Milosevica w byłej Jugosławii – to istny jarmark łgarstwa i prostactwa – a jednak oni w to brną. Może więc wiedzą, że to wszystko wygląda tak po sowiecku, ale robią to, bo mają tak robić, bo nie liczą się z oceną i konsekwencjami, mając w zapasie i prawo siły i zapewne jakieś zagraniczne wsparcie. Zdrada, zamordyzm, bezprawie – nasuwa się często na widok ministra sprawiedliwości.

Redakcja Kuriera uważa, że ktokolwiek nadal myśli, że w Polsce odbędą się wolne wybory i że jest jeszcze szansa na stabilizację polityczną, to osoby te muszą znajdować się  w poważnym stanie urojenia umysłowego.

WPolityce

Loading

NewsEdit

Author: NewsEdit