Donald Tusk nie chce, żeby Polacy oglądali film „Nasz człowiek w Warszawie”

Dokument TVP „Nasz człowiek w Warszawie”, autorstwa Marcina Tulickiego, zawiera opis faktów z okresu „resetu z Rosją” za rządów Donalda Tuska oraz jego archiwalne wypowiedzi. Tusk pozwał dyrektora TAI Jarosława Olechowskiego i autora filmu.

Donald Tusk w pozwie przeciwko Telewizji Polskiej domaga się zakazu rozpowszechniania filmu „Nasz człowiek w Warszawie”. W mediach ukazały się komentarze na temat postępowania lidera PO w tej sprawie. „Prawnicy Tuska uważają, że teza o prorosyjskiej polityce Tuska to »alternatywna rzeczywistość«, ale z drugiej strony usiłują udowodnić, że prowadzenie takiej polityki było koniecznością” – czytamy w „Tygodniku Solidarność”:

Pod koniec grudnia ubiegłego roku były premier pozwał TVP, dyrektora TAI Jarosława Olechowskiego i red. Marcina Tulickiego, autora filmu.

W swoim pozwie Donald Tusk żąda przeprosin i zakazu dalszego rozpowszechniania filmu, „zabezpieczenia” na czas procesu w postaci wyświetlania przed emisją dokumentu tekstu, w którym TVP zmuszona byłaby do przekazywania narracji strony powodowej o „wyrwanych z kontekstu” cytatach i o tym, że „nagrania wypowiedzi Pana Donalda Tuska dotyczą innej sytuacji”.

Na łamach wpolityce.pl pozew Tuska skomentował rzecznik PiS Rafał Bochenek.

„Panie Donaldzie Tusk, prawdy nie da się wymazać z pamięci Polaków, nie da się jej zakazać. I dlatego dzisiaj wszystkie te sztuczne działania, administracyjne, sądowe, próby wyeliminowania publikacji o działaniach prorosyjskich pańskiego rządu, są zdecydowanie nadużyciem, uderzeniem w wolne media, niezależne dziennikarstwo, fundamenty polskiej demokracj” – czytamy.

Do kroków prawnych podjętych przez lidera PO odniósł się na łamach „Rzeczpospolitej” adwokat Dariusz Pluta:

Nie znamy pełnego pozwu, ale jego obszerne omówienie wskazuje, że lider opozycji postanowił popełnić ten sam błąd, jaki wcześniej popełniła Ewa Kopacz, Ryszard Petru czy Janusz Palikot. Każdy z tych polityków usiłował ,,rękami sądu” uzyskać przewagę nad politycznymi przeciwnikami czy krytykami i każdy doznał oczywistej porażki. W świetle orzecznictwa ETPCz, próba cenzurowania publicystyki politycznej, próba ograniczenia swobody wypowiedzi w sprawach politycznych czy ograniczania krytyki działalności jakiegokolwiek polityka, nie podlega ochronie, ale może być traktowana jako wywoływanie tzw „efektu mrożącego”, co według ETPCz jest działaniem sprzecznym z Konwencją. Nie do końca rozumiem, na czym w kontekście publicystyki politycznej ma polegać zarzut „przedstawiania alternatywnej rzeczywistości” – powiedział na łamach „Rzeczpospolitej”.

TYSOL

WPolityce

RP

Loading

NewsEdit

Author: NewsEdit