Były lewicowy prezydent Brazylii, Luiz Inácio Lula da Silva, odzyskał prezydenturę od prawicowego urzędującego Jaira Bolsonaro w niedzielnej drugiej turze wyborów, która sygnalizowała odrzucenie przez Brazylijczyków skrajnie prawicowych wartości.
Da Silva zdobył 50,9% głosów w drugiej turze, pokonując 49,1% Bolsonaro przy 99% przeliczonych głosach we wszystkich punktach wyborczych.
Porażka Bolsonaro była pierwszym przypadkiem, w którym urzędującemu prezydentowi nie udało się wygrać reelekcji w Brazylii od 1985 roku. Konserwatywny przywódca jeszcze nie przyznał się do porażki i składał zarzuty manipulacji elektronicznych urządzeń do głosowania.
Silnie spolaryzowany sezon wyborczy był postrzegany na całym świecie jako papierek lakmusowy dla konserwatywnej polityki. Po zwycięstwie da Silvy Brazylia została dodana do listy krajów Ameryki Łacińskiej – takich jak Chile, Kolumbia i Argentyna – przechodzących falę zwycięstw lewackich polityków.
Jednak wybory były również nabardziej wyrównanym głosowaniem od ponad trzech dekad, z nieco ponad 2 milionami głosów dzielących obu kandydatów. Wyniki ilustrują bardzo podzielony naród z borykającą się gospodarką i gwałtownie rosnącą inflacją.
Wizerunek Da Silvy doznał uszczerbku przez skandal korupcyjny, w wyniku którego trafił do więzienia co wykluczyło go z wyborów wygranych przez Bolsonaro w 2018 roku. Przywódca lewicy wcześniej pełnił funkcję prezydenta Brazylii w latach 2003-2010.
Udało mu się pokonać Bolsonaro w oszałamiającym powrocie, gdy popularność obecnego prezydenta spadła, gdy rzekomo demontował ochronę lasów Amazonii, rzekomo spartaczył reakcję kraju na COVID-19, a 33 miliony Brazylijczyków uznanych zostało jako cierpiących niedostatek spowodowany inflacją.
Da Silva przejmie przewodnictwo podczas ceremonii inauguracji 1 stycznia.
![]()