Prezydent wraz z m.in. premierem Mateuszem Morawieckim uczestniczył w poniedziałek w obchodach Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej Polskiej. Uroczystość odbyła się na Skwerze Wołyńskim w Warszawie.
To dla nas, Polaków, trudny czas zawsze – ten początek lipca każdego roku od tamtego pamiętnego 1943 roku, kiedy to dokładnie właśnie w lipcu, jedenastego, w krwawą niedzielę, doszło do największej fali, a w niedzielę do kulminacji zbrodni popełnianych w tamtych czasie na Polakach mieszkających w szczególności na Wołyniu, na wschodzie ówczesnej okupowanej przez Niemców Rzeczypospolitej. Do zbrodni, która w istocie była ludobójstwem, albowiem celem jej było dokonanie czystki etnicznej poprzez wymordowanie Polaków, oczyszczenie tamtej ziemi z mniejszości polskiej. Wydarzenia dramatyczne, które zabrały życie ponad 100 tysiącom ludzi. Na samym Wołyniu między 40 a 60 tysięcy zostało zamordowanych, zabitych, co z wielkim bólem i rozpaczą podkreślamy, przez sąsiadów. Bo przecież tak to było, że mieszkali po sąsiedzku, często skoligaceni, związani różnego rodzaju więziami rodzinnymi, przyjacielskimi, spokrewnieni. Bardzo ciężko jest to dzisiaj zrozumieć, jak w ogóle było to możliwe, jakie żywioły obudziły się i zostały rozbudzone w duszach, że ludzie ludziom mogli zgotować taki los. Ale jest to niezaprzeczalnym faktem historycznym, nie legendą. Było faktem. Pamiętamy o tym i będziemy jako naród, jako społeczeństwo pamiętali, bo to jest element naszej historii, bardzo trudnej historii, będą o tym w szczególności pamiętali pewnie jeszcze przez pokolenia ci, których najbliżsi poginęli
– powiedział prezydent Rzeczypospolitej.
Dzisiaj świadków tamtej zbrodni jest już bardzo niewielu, tych, którzy na własne oczy widzieli, będąc dziećmi, wtedy z reguły, pamiętając jak przez mgłę, tamten koszmar, kiedy ratowano im życie, kiedy uciekali razem z rodzicami (…) tych, którzy zostali wygnani. Ponad pół milion nosiło i nosi w duszy straszliwą zadrę, ranę. Bardzo często z wielkim trudem zabliźniającą się. (…) Niezwykle trudna między naszymi narodami debata na ten temat trwa od dziesięcioleci. Zwłaszcza w ciągu ostatnich 30 lat. Od kiedy jest niepodległa i prawdziwie suwerenna Polska. Od kiedy jest niepodległa, suwerenna, samorządząca się Ukraina. Trudny temat, dla nas ogromnie bolesny, domagający się twardego powiedzenia i postawienia prawdy. Dla Ukraińców trudny, bo ogromnie wstydliwy. Jakże to tak, przyznać, powiedzieć: no tak, mordowaliśmy. No tak, to prawda. Trudny, zwłaszcza w aspekcie tej historii, którą też my, jako Polacy powinniśmy dostrzegać – że ci, o których my wiemy, że byli mordercami, byli zarazem dla Ukrainy w innych miejscach, w innych momentach i z innym przeciwnikiem, wrogiem, byli bohaterami i zginęli często z rąk sowieckich, walcząc z głęboką wiarą o niepodległe państwo, o niepodległą, wolną Ukrainę. Jakże to trudne, my to też znamy
– dodał.
Prezydent Duda poinformował, że w poniedziałek prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski skierował do Rady Najwyższej Ukrainy projekt ustawy o nadaniu Polakom specjalnego statusu na Ukrainie.
Można w tym widzieć sytuację odwrotną do tamtej, kiedy Polaków usiłowano się za wszelką cenę pozbyć, także zabierając im życie. Dzisiaj Ukraina poprzez ten akt i gest prezydenta składa symboliczne zaproszenie: „Wy jesteście tutaj na szczególnych prawach witani”. Niechże to też będzie dla nas jakimś znakiem, w tych wszystkich sprawach, w których mówić często trudno
— powiedział Duda.
Szef polskiego rządu Mateusz Morawiecki również wypowiedział sie na temat bestialstwa wołyńskiego:
„Kresowian zamordowano dwa razy. Raz ciosami siekiery, a drugi raz przez przemilczenie. A ta druga śmierć była straszniejsza od tej pierwszej” – to słowa obecnego z nami ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego. To słowa, które zawsze były dla mnie, są i będą drogowskazem, wyznacznikiem walki o prawdę. Bo chodzi tu o prawdę. To coś ważniejszego niż pamięć. (…) Ciosy siekier nie były najokrutniejszym rodzajem zadawanej śmierci. Były o wiele okrutniejsze. Dlatego ta zbrodnia ludobójstwa jest wyjątkowo barbarzyńska i wyjątkowa w swoim bestialstwie. Dlatego też obowiązujący przez dziesiątki lat zmowa milczenia między władcami PRL, będącymi posłusznymi wykonawcami poleceń Moskwy, podtrzymywana potem przez elity III RP, musi być przerwana. Nie spocznę dopóki nie odnajdziemy ostatniego miejsca pochówku wśród pomordowanych z Wołynia i z całych Kresów Wschodnich.
Gdy ktoś, może nawet kierowany dobrą wolą, próbuje tamte fakty przykryć kurzem niepamięci, zapomnienia, to robi krzywdę obu naszym narodom, bo nie będzie żadnego pojednania opartego o fałsz, o zapomnienie, o kłamstwo. To jest punkt wyjścia do pojednania”.
Premier Mateusz Morawiecki porównał też działania ukraińskich nacjonalistów do promowanego przez Putina „ruskiego miru”:
Dziś Ukraina doświadcza tej nienawiści, tego straszliwego nacjonalizmu, któremu sama się poddała osiemdziesiąt lat temu. Dziś Ukraina widzi do czego prowadzi straszny nacjonalizm. (…). Nacjonalizm to nienawiść do innych, pogarda i w konsekwencji śmierć. Dziś Ukraina widzi, że spadkobiercą Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i UPA jest „ruski mir”
— stwierdził Mateusz Morawiecki.
Dziś to Putin, Kreml i Moskwa zachowują się w sposób ludobójczy i zbrodniczy, coraz bardziej przypominając najgorsze zbrodnie ludobójstwa, znane z historii świata. Czym się kieruje ruski mir? Oczywiście imperializmem, kolonializmem, podbiciem innych krajów, wysysaniem z nich soków żywotnych, ale także skrajnym nacjonalizmem
— mówił.
Dzisiaj nastroje w społeczeństwie rosyjskim poprzez politykę Kremla są skrajnie nacjonalistyczne i to one wywołują taką nienawiść do Ukraińców, do Polaków, do innych narodów
— zaznaczył szef rządu.
![]()