Gorączkowe poszukiwanie przez Europę alternatyw dla rosyjskiej energii dramatycznie zwiększyło popyt – i cenę – na norweską ropę i gaz.
Ale drugi co do wielkości dostawca gazu ziemnego na kontynencie odpiera teraz zarzuty, że czerpie zyski z wojny na Ukrainie.

Premier Polski Mateusz Morawiecki, który oczekuje, że Norwegia zastąpi część gazu, który Polska otrzymywała z Rosji, powiedział, że „gigantyczne” norweskie zyski z ropy i gazu sugerują „pośrednie żerowanie na wojnie”.
Morawieckiwezwał Norwegię, aby wykorzystała ten nagły popyt na surowce energetyczne do wsparcia najbardziej dotkniętych krajów, głównie Ukrainy.
Komentarze z zeszłego tygodnia poruszyły newralgiczny punkt do tego stopnia, że nawet niektórzy Norwegowie zastanawiają się, czy robią wystarczająco dużo, aby zwalczać wojnę Kremla, i nieść pomoc gospodarczą dla Ukrainy i pomagać sąsiednim krajom, które chcą zakończyć swoją zależność od rosyjskiej energii.
Gdy skarbonki z zyskami za ropę i gaz pękają w szwach, niektórzy chcieliby, aby więcej pieniędzy przeznaczono na złagodzenie skutków wojny – a nie na finansowanie agencji wspierających ludzi gdzie indziej.
„Norwegia dokonała dramatycznych cięć w większości instytucji ONZ i wsparcia projektów dotyczących praw człowieka w celu sfinansowania kosztów przyjmowania ukraińskich uchodźców” – powiedział Berit Lindeman, dyrektor ds. polityki praw człowieka w Norweskim Komitecie Helsińskim.
Berit Lindeman, która pomogła w zorganizowaniu środowego protestu przed parlamentem w Oslo, krytykując priorytety rządu, powiedziała, że polskie uwagi wykazują się pewną dozą racji.
„Wygląda to bardzo nieładnie, jeśli uprzytomnimy sobie, jak gwałtownie dochody wzrosły w tym roku” – powiedziała Lindeman.
![]()