Dlaczego rosyjscy eksperci twierdzą, że Rumunia przygotowuje się do inwazji na Naddniestrze?

Rosyjskie media donoszą, że były minister z separatystycznego regionu Doniecka na Ukrainie twierdzi, że Rumunia przygotowuje się do przejęcia prorosyjskiego regionu Naddniestrza w Mołdawii.

Te na pozór bezsensowne twierdzenia były szeroko komentowane w rosyjskich mediach po pierwszym z serii niewyjaśnionych jeszcze ataków na cele w Naddniestrzu, wspieranym przez Rosję separatystycznym regionie na wschodzie Mołdawii, graniczącym z Ukrainą. Nie ma dowodów na ich poparcie, jednak podnoszą niepokojące pytania o przyszłe zamiary Rosji wobec Naddniestrza.

Według rozlicznych komentarzy, po tym, jak pojawiły się informacje o ataku z granatnika zidentyfikowanego później jako RPG-27 Tavolga na pustą siedzibę Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego (MGB) w Tyraspolu, rosyjska opinia publiczna została zalana propagandą twierdzącą, że Rumunia “prawie że” najechała Mołdawię i przygotowuje się do ucisku rosyjskojęzycznych obywateli w Naddniestrzu.

„Rumunia przy wsparciu NATO i przy udziale armii ukraińskiej planuje zająć Naddniestrze i przeprowadzić masowe represje polityczne wobec wszystkich zwolenników Rosji” – poinformował bezpośrednio po incydencie w Tyraspolu rosyjski dziennik „Prawda”, cytując politologa Siergieja Markowa.

Tzw. ekspert twierdził, że armia rumuńska została już rozlokowana w Mołdawii i jej siły są rozbudowywane.

Wcześniej były minister obrony nieuznanej Donieckiej Republiki Ludowej (DPR) we wschodniej Ukrainie Igor Strelkov twierdził, że Rumunia prowadzi potajemne przygotowania do zdobycia Mołdawii.

Według niego, znaczna część mołdawskich oficerów we wszystkich sztabach na wszystkich kluczowych stanowiskach została zastąpiona przez oficerów armii rumuńskiej.

Nieuzasadnione twierdzenia nie otrzymały jeszcze żadnej oficjalnej odpowiedzi ze strony Rumunii, zagorzałego sojusznuika Ukrainy w wojnie z Rosją, a także poplecznika Mołdawii, której gospodarka została mocno dotknięta wojną na wschodniej granicy.

Chociaż jest mało prawdopodobne, aby miały one znaczenie ani w Mołdawii, ani w Naddniestrzu, mogą pomóc przekonać część rosyjskiego społeczeństwa, gdyby Moskwa szykowała się do działań w Mołdawii.

Mołdawia jest postrzegana jako kraj najbardziej narażony na potencjalny efekt rozlania się konfliktu, ze względu na jej status małego państwa postsowieckiego, znajdującego się w pobliżu walk i którego część terytorium jest okupowana przez wspieranych przez Rosję separatystów.

Urzędnicy zarówno w Kiszyniowie, jak iw Tyraspolu dotychczas w dużej mierze powstrzymywali się od komentarzy, które mogłyby doprowadzić do eskalacji sytuacji. Potępiając inwazję, mołdawski rząd nalegał na zachowanie neutralności i w przeciwieństwie do Ukrainy nie zabiegał o członkostwo w NATO, choć niedawno złożył wniosek o członkostwo w UE.

Ze swojej strony władze Naddniestrza powiązały ataki z Ukrainą. Prezydent nieuznawanej republiki Wadim Krasnoselski skomentował 26 kwietnia: „Zakładam, że ci, którzy zorganizowali ten atak, mają na celu wciągnięcie Pridnestrovie do konfliktu”.

Jednak napięcie między Kiszyniowem a Moskwą wzrosło w ostatnim tygodniu, po tym, jak rosyjski generał brygady Rustam Minnekajew powiedział 22 kwietnia, że rosyjska armia planuje zająć ukraiński region Donbasu, a następnie stworzyć korytarze lądowe zarówno na Krym, jak i Naddniestrze.

„Od początku drugiej fazy operacji specjalnej, która już się rozpoczęła, dosłownie dwa dni temu, jednym z zadań armii rosyjskiej jest ustanowienie pełnej kontroli nad Donbasem i południową Ukrainą” – powiedział p.o. z Centralnego Okręgu Wojskowego Rosji, jak donosi Tass.

„Kontrola nad południem Ukrainy to kolejna droga do Naddniestrza, gdzie są też przypadki prześladowań ludności rosyjskojęzycznej. Najwyraźniej jesteśmy teraz w stanie wojny z całym światem, tak jak to było w Wielkiej Ojczyźnianej Wojna, cała Europa, cały świat był przeciwko nam. A teraz to samo, nigdy nie lubili Rosji – dodał Minnekajew.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych i Integracji Europejskiej Mołdawii odpowiedziało 22 kwietnia, wzywając ambasadora Rosji w Kiszyniowie Olega Wasnetowa. Ministerstwo poinformowało, że zapoznało się z oświadczeniami „przedstawiciela rosyjskiego Ministerstwa Obrony”.

„Te oświadczenia są bezpodstawne i zaprzeczają stanowisku Federacji Rosyjskiej wspierającej suwerenność i integralność terytorialną Republiki Mołdawii w jej granicach uznanych na arenie międzynarodowej” – czytamy w oświadczeniu.

Niepokojąca i kontrowersyjna uwaga Minnekajewa pojawiła się tego samego dnia, w którym Mołdawia przesłała swój pierwszy kwestionariusz o członkostwo w UE.

Jednocześnie niektórzy ukraińscy urzędnicy krytykowali mołdawski rząd za neutralność, podczas gdy w sąsiedztwie toczy się wojna.

Twierdzenia w rosyjskich mediach nawiązują do wydarzeń z okresu rozpadu Związku Radzieckiego, kiedy zarówno w Kiszyniowie, jak iw Bukareszcie pojawiły się wezwania do zjednoczenia Mołdawii i Rumunii.

Zaniepokoiło to obywateli części Mołdawii na wschód od Dniepru, która w przeciwieństwie do reszty kraju nie była częścią międzywojennego państwa rumuńskiego i zamieszkała głównie przez Rosjan i Ukraińców.

Ustawy przyjęte przez Radę Najwyższą Mołdawskiej SRR w sierpniu 1989 r. zaniepokoiły ludność Naddniestrza, czyniąc język mołdawski (zamiast rosyjskiego) językiem urzędowym i nakazując powrót do alfabetu łacińskiego używanego w Rumunii. Potem nastąpiła zmiana symboli państwowych, przyjęcie trójkolorowej flagi Rumunii i hymnu narodowego.

Tak jak Kiszyniów starał się o swoją niezależność od Związku Radzieckiego, w Naddniestrzu i Gagauzji pojawiły się ruchy secesjonistyczne. Początkowo chcieli większej autonomii w Mołdawii, ale później ogłosili niezależność od Kiszyniowa. Walki początkowo wybuchły w listopadzie 1990 r., ale konflikt między siłami kontrolowanymi przez Kiszyniów a wspieranymi przez Rosję separatystami nasilił się wiosną 1992 r., aż do ogłoszenia zawieszenia broni w lipcu tego roku.

Po zawieszeniu broni Rosja rozmieściła oddziały „pokojowe” wzdłuż faktycznej granicy z Naddniestrzem. Pozostają tam do dziś, pomimo wysiłków dyplomatycznych Mołdawii o ich usunięcie.

Obecnie zjednoczenie nie jest celem realizowanym przez władze żadnego z tych krajów – dla Mołdawii oznaczałoby to najprawdopodobniej trwałą utratę Naddniestrza – choć koncepcja ta sporadycznie powraca.

Sondaż opublikowany na początku lutego, na kilka tygodni przed inwazją na Ukrainę, wskazuje, że poparcie dla zjednoczenia w Rumunii wynosi ponad 74%, a w Mołdawii zaledwie 38,4%. Jednak, jak podało wówczas bne IntelliNews, zjednoczenie nie jest w Rumunii wysoko na liście priorytetów politycznych, a wynik należy interpretować w ten sposób, że respondenci rumuńscy nie będą sprzeciwiać się przyłączeniu Mołdawii do Rumunii.

W Mołdawii sprawa zajmuje wyższe miejsce na agendzie politycznej, o czym świadczą tysiące wieców na rzecz zjednoczenia w 2018 r., a tych Mołdawian, którzy zareagowali pozytywnie, można uznać za „związków związkowych”.

Bardziej istotnym pytaniem, z kilkoma niepokojącymi możliwymi odpowiedziami, jest to, dlaczego doszło do ataków i dlaczego rosyjscy eksperci oskarżają Rumunię.

Od czasu rozpadu Związku Radzieckiego Rosja po cichu przywraca kontrolę nad utraconymi częściami swojego byłego imperium, wspierając separatystów, wycinając w ten sposób terytorium z skłaniającej się do Zachodu Gruzji i Ukrainy, a także Mołdawii.

Rosja ma za sobą historię wykorzystywania gróźb dla swoich obywateli – a obywatele separatystycznych regionów krajów postsowieckich zazwyczaj masowo otrzymywali rosyjskie paszporty – aby uzasadnić działania wojskowe w takich konfliktach.

Obecnie głównym celem wojny na Ukrainie jest walka o region Donbasu. Moskwa może jednak przygotowywać się do przebicia się do Naddniestrza, jeśli Rosja pokona ukraiński opór w Donbasie i zajmie ukraińskie wybrzeże Morza Czarnego.

BNE Intellinews

Loading

NewsEdit

Author: NewsEdit