“Kwiatek” w Australii

Czyli sprzątanie po  aferze Skripowa

Po zakończeniu II wojny światowej Australia przeżywała dziesięciolecie ogromnego rozwoju gospodarczego i wzrostu demograficznego. W tym okresie popyt na australijskie produkty rolnicze, minerały oraz produkcję przemysłową, spowodowany wojną i zniszczeniami wojennymi w Europie, rósł gwałtownie. Rosnąca wciąż produkcja przemysłowa wymagała coraz większej liczby rąk do pracy, a naturalny przyrost ludności w kraju nie był w stanie temu wymaganiu sprostać.

Wraz zatem ze wzrostem produkcji i eksportu zaczęła raptownie rosnąć imigracja do Australii. I tak w 1947 roku cała ludność Australii liczyła 7 579 358 osób, by już siedem lat później, w roku 1954 wynieść 8 986 530, czyli powiększyć się o 18,5%.1

Po raz pierwszy w historii Australii duży procent powojennej fali imigracyjnej stanowili ludzie spoza angielskiej sfery językowej, w tym osoby, które zostały zaklasyfikowane jako osoby wysiedlone lub te, które utraciły przynależność państwową ze względu na fakt, iż ich ziemie rodzinne znalazły się teraz pod bezpośrednią kontrolą Rosji Sowieckiej, bądź też pod kontrolą reżimów jej podporządkowanych.

Australia w tym czasie stała się też ważna dla Rosji Sowieckiej jako obiekt wzmożonej inwigilacji, ze względu na uformowanie w roku 1947 na terenie Południowej Australii wspólnego, australijsko-brytyjskiego militarnego projektu badawczego WRE ( Weapons Research Establishment czyli Centrum Badań nad Bronią). Centrum to ustanowione w Salisbury, w Południowej Australii, zajmowało się rozwojem broni rakietowej dalekiego zasięgu oraz udoskonalaniem broni jądrowej. Dodatkowo w 1961 roku na terenie Australii w Parkes, w Nowej Południowej Walii ukończono budowę obserwatorium oraz jednego z najnowocześniejszych teleskopów radiowych służącego do badania przestrzeni kosmicznej i wykorzystywanego do monitorowania lotów kosmicznych.2

 Zwiększona ilość imigrantów z terenów znajdujących się pod kontrolą ZSRS otwierała Rosji Sowieckiej wiele dodatkowych możliwości rekrutacji szpiegów oraz agentów wpływu na terenie Australii. Wprawdzie procent Rosjan w Australii wśród imigrantów z Europy nie był wysoki, ale posłuszne rządy krajów satelickich Rosji Sowieckiej były zawsze gotowe, aby współpracować i służyć pomocą. Ich wywiadowcza działalność skierowana przeciwko Australii była organizowana z ośrodków centralnych służb wywiadowczych i dotyczyła głównie placówek dyplomatycznych, czyli ambasad, konsulatów oraz misji handlowych w Canberze, Sydney oraz Melbourne.

Zdaniem autorów australijskich, zajmujących się tematyką wywiadu skierowanego przeciwko Australii, w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych tajna działalność służb wywiadowczych państw podległych Moskwie na terenie Australii miała na celu inwigilację i kontrolę ugrupowań imigracyjnych, aby wśród nich rekrutować ewentualnych agentów wywiadu oraz aby przez nich prowadzić obserwację patriotycznych ugrupowań i organizacji imigracyjnych. Służby wywiadowcze chciały również rekrutować rodzimych Australijczyków do współpracy w różnych australijskich instytucjach rządowych oraz naukowych. Tutaj rekrutacja imigrantów, którzy byli już obywatelami australijskimi, miała być punktem wyjścia do dalszej działalności, mającej na celu przenikanie do coraz ważniejszych strategicznie organizacji australijskich. Nie mniej ważną była działalności agentur, pozyskujących ważne i wpływowe osobistości dla popierania interesów krajów komunistycznych na terenie Australii oraz destabilizujących australijski system polityczny.3

W Polsce badania historyczne poruszające zagadnienia działalności służb wywiadowczych PRL na terenie Australii jak dotychczas nie zostały podjęte na większą skalę. Historycy poruszający ten temat, na podstawie przejrzanych przez siebie raportów z archiwów IPN, w pewnym sensie  zaprzeczają tezom australijskim. Stwierdzają one bowiem, że choć służby bezpieczeństwa PRL podejmowały próby ustanowienia komórek agenturalnych na tym kontynencie, to jednak ze względu na ograniczone środki finansowe, jak również na stosunkowo niską przydatność Australii dla wywiadu PRL, projekty takie były porzucane. Stosunkowo najwięcej uwagi sprawie tej poświęca Patryk Pleskot (choć też tylko marginalnie), który porusza temat służb wywiadowczych PRL w Australii w serii trzech artykułów dla Expresu Australijskiego. Podziela on wprawdzie opinię o małym zainteresowaniu wywiadu PRL Australią, ale dodaje, że sytuacja ta uległa zmianie w latach osiemdziesiątych wraz z nową falą emigracji z Polski, związanej z dość masowym wydawaniem paszportów członkom NSZZ Solidarność i wypuszczaniu ich na wolność z miejsc internowania lub też z więzień. Wtedy to służby, usiłując kontrolować działalność członków „Solidarności” na emigracji, utworzyły komórki operacyjne w Sydney i Canberze. Jednocześnie zaznacza on, iż rezultaty tej działalności nie były imponujące ze względu na ograniczenia operacyjne.4

Ta rozbieżność opinii wydaje się wynikać z faktu, iż Australijczycy zajmujący się tym tematem opierają swoje spostrzeżenia na źródłach kontrwywiadu australijskiego oraz na znanych i głośnych wypadkach opisywanych przez ówczesne media, odnoszących się do wszystkich państw bloku komunistycznego, podczas gdy historycy polscy opierają swoje badania na źródłach dostępnych w archiwach IPN, gdzie w większości przypadków mamy do czynienia z dokumentacją służb kontrwywiadu MSW oraz kontrwywiadu służb wojskowych. Dokumentacja ilustrująca działalność służb wywiadowczych PRL jest praktycznie nieobecna w zbiorach archiwalnych IPN. Ślady wskazujące na taką działalność, to adnotacje oficerów kontrwywiadu rekomendujące przekazanie spraw do departamentów wywiadu.

Dodatkowo należy podkreślić to, iż usiłowanie organizowania efektywnych komórek i sieci szpiegowskich operujących z placówek dyplomatycznych nigdy nie było głównym celem organizacji wywiadowczych. W praktyce mogą być one tylko bazami wspomagającymi. Na nie skierowana jest nieustanna uwaga kontrwywiadu i są one pod nieustanną obserwacją organów bezpieczeństwa państw, na których terenie placówki dyplomatyczne operują. Aby efektywnie wykonywać pracę wywiadowczą, potrzebna jest sieć, która działa poza znanymi gospodarzom placówkami dyplomatycznymi. Wysiłki agenturalne zarówno Rosji Sowieckiej, jak i jej satelitów, bez wątpienia zmierzały w kierunku ustanowienia takich właśnie sieci wywiadu.

Marian Wilczyński

Interesującym przykładem takiej działalności była akcja przeprowadzona przez wywiad polski w roku 1963 z wykorzystaniem agenta WSW zarejestrowanego również jako T.W. o pseudonimie „Kwiatek” przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych oraz Wojskową Służbę Wewnętrzną PRL. Sama postać T.W „Kwiatek”, wymaga tutaj bliższego przedstawienia.

T.W. „Kwiatek”, czyli Marian Wilczyński, syn Karola i Heleny z domu Iwanickiej,  był  pracownikiem Centrali  Handlu Zagranicznego. Urodził się 13 stycznia 1911 roku w Dryszczowie powiat Podhojce w województwie Tarnopol (obecnie Ukraina) w małorolnej rodzinie chłopskiej. Po uzyskaniu matury ukończył on studium nauczycielskie w 1932 roku, po czym został powołany do wojska. Po ukończeniu służby został przeniesiony do rezerwy w stopniu kaprala podchorążego. Od 1934 roku pracował  jako nauczyciel w szkole podstawowej we wsi Brustury, a w roku 1937 został przeniesiony do miejscowości Targowica Polna w powiecie Horodenko na stanowisko kierownika szkoły. Na początku wojny M. Wilczyński  został powołany do wojska, zaś po klęsce wrześniowej dostał się do niewoli niemieckiej, gdzie przebywał aż do samego końca wojny. Po wyzwoleniu z obozu jenieckiego znalazł się w części Niemiec okupowanej przez siły brytyjskie. Pracował tam na początku w Domu Dziecka Polskiego, (skąd między innymi organizował transporty dzieci do Polski), a następnie jako nauczyciel w szkole dla dzieci polskich w Lubece. Marian Wilczyński powrócił do Polski w listopadzie 1946 roku i podjął pracę urzędnika w Centrali Handlu Zagranicznego „Varimex” (eksport wyrobów medycznych) na stanowisku kierownika referatu branżowego.

 Teraz następuje szybka seria zmian miejsc pracy i awansów. Już w roku 1948 Marian Wilczyński  zostaje służbowo przeniesiony do departamentu kontroli Ministerstwa Przemysłu i Handlu, a zaraz potem po reorganizacji do Ministerstwa Handlu Zagranicznego na stanowisko starszego inspektora. Marian Wilczyński na własną prośbę zmienił departament i w 1952 roku podjął pracę w resorcie budownictwa, a po trzech miesiącach przeniósł się do Ministerstwa Przemysłu Maszynowego. W 1954 roku Wilczyński ponownie zmienił miejsce pracy i dostał pozycję naczelnika wydziału Departamentu Kadr w Ministerstwie Handlu Zagranicznego. W lutym 1959 roku awansuje na prestiżowe stanowisko kierownika działu na placówce zagranicznej Biura Radcy Handlowego w stolicy Belgii, Brukseli. Biuro Radcy Handlowego w Belgii reprezentowało interesy różnych Central Handlowych, w tym  Animexu (przetwory mięsne),  Rolimpexu (pasze i mieszanki paszowe), Hortexu (produkty ogrodnicze)  i innych centrali podlegających  MHZ.5

 Marian Wilczyński prawdopodobnie zwrócił na siebie uwagę Wojskowej Służby Wewnętrznej w okresie swojej misji handlowej w Belgii. Choć wpisanie go do rejestru agentów i nadanie mu pseudonimu operacyjnego „Kwiatek” w WSW nastąpiło dopiero 17.11.1960 roku, był on  wykorzystywany przez służby do okazyjnych zadań już wcześniej, o czym świadczy tajna notatka służbowa sporządzona w dniu jego oficjalnej rekrutacji:

Marian Wilczyński – pozostawał w luźnym kontakcie i był wykorzystywany operacyjnie przez Zastępcę Szefa Zarządu I Szefostwa WSW ppłk. KUFLA. W następstwie zlecanych w/wymienionemu zadań, ppłk. Kufel – przekazał mi polecenie utrzymywania dalszego kontaktu operacyjnego z WILCZYŃSKIM.

Uwzględniając powyższe oraz realne możliwości wykorzystywania „W” w pracy z pozycji zagranicy – do czego zresztą był pozytywnie ustosunkowany – zdecydowano zaliczyć go w poczet agentury, w kategorii agenta. W następstwie tego uzgodniono z nim używanie pseudonimu „KWIATEK”. /17.11.1960/..6

Tajna dokumentacja Mariana Wilczyńskiego chociaż należała i była wytwarzana przez służby wojskowego wywiadu, była w pełni udostępniana do użytku Ministerstwu Spraw Wewnętrznych, co sprecyzowane zostało w tejże samej notatce służbowej WSW:

 W kontekście wyżej wymienionych zagadnień, nie wynikała potrzeba sporządzania raportu o werbunku ani też odbieranie zobowiązania o współpracy. Założoną na niego teczkę nie rejestrowano w sieci agenturalnej ze względów konspiracyjnych – wykorzystywania przez Oddział II-gi, pracownika Ministerstwa Handlu Zagranicznego przebywającego na placówce. Element ten został uzgodniony z płk. Kuflem. Agent „Kwiatek” jest zarejestrowany w Biurze „C” Ministerstwa Spraw Wewnętrznych jako pozostający w gestii kontrwywiadu wojskowego.7

Ze względu na specyfikę swego zatrudnienia w agencji handlu zagranicznego, Marian Wilczyński używany był przez kontrwywiad WSW do następujących zadań:

  • kurier pośredniczący i przekazujący tajne informacje oraz pieniądze pomiędzy centralą a agentami rezydentami w krajach do których „Kwiatek” był służbowo oddelegowany,
  • agent typujący rezydentów obcych krajów do rekrutacji przez służby WSW i MSW,
  • agent sprawdzający na miejscu dane określonych osób znajdujących się poza granicami Polski lub też ich lokalizację (na przykład zbiegów z PRL, z placówek dyplomatycznych etc.),
  • agent oceniający ogólną sytuację panującą wśród emigracji polonijnych, jak i ogólną sytuację kraju w zasięgu zainteresowań wywiadu.

Terytorialne pole działalności Wilczyńskiego obejmowało między innymi Belgię, Wielką Brytanię, Francję, Niemcy Zachodnie, Włochy, Egipt, Chiny, Wietnam, Indonezję i Australię, czyli wszędzie tam, gdzie ze względu na swoje zatrudnienie w Ministerstwie Handlu Zagranicznego był wysyłany.

Ponieważ w centrum zainteresowania niniejszego opracowania jest agentura australijska, ograniczymy się tutaj do opisania działalności agenta Mariana Wilczyńskiego podczas jego wizyt w tym właśnie kraju.

Wizyty były dwie. Pierwsza w drugiej połowie kwietnia 1962 roku (15 dni) i druga dłuższa – z ramienia PAGEDu na początku 1963 roku – w związku z wysłaniem go jako przedstawiciela MHZ na Międzynarodowe Targi w Melbourne, które trwały od 27 lutego do 16 marca 1963 roku.

Przed każdym wyjazdem agent „Kwiatek” dostawał ściśle sprecyzowane zadania, a o wynikach ich wykonania musiał następnie informować w sporządzanych raportach swego przełożonego w WSW, ppłk. Teodora Kufla. Raporty te przekazywane były również do Departamentu II MSW (do spraw kontrwywiadu).teodorkufel

Podczas swojej pierwszej wizyty Marian Wilczyński miał usiłować zlokalizować lub też w ogóle dowiedzieć się czegoś o dwóch słynnych uciekinierach z PRL, to jest o Michale Goleniewskim, podpułkowniku polskiego wywiadu (Departamentu VII Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego) oraz o Pawle Monacie, pułkowniku Zarządu II SG WP. Misja ta nie przyniosła pozytywnego rezultatu, ponieważ po pierwsze obydwaj oficerowie znajdowali się pod opieką amerykańskich służb wywiadowczych (prawdopodobnie w USA), a po drugie Wilczyński wcześniej nie spenetrował środowisk australijskich zbliżonych do urzędów bezpieczeństwa australijskiego, nie znał także środowisk polonijnych. Wszystko, na co mógł on liczyć, to rozmowy z personelem konsulatu w Sydney, jedynej w owym czasie polskiej placówce dyplomatycznej w Australii. Nie oznacza to, że misja Wilczyńskiego była całkowicie bezproduktywna z punktu widzenia służb bezpieczeństwa PRL. Wilczyński złożył bowiem raport, w którym sygnalizował możliwe plany ucieczki z placówki dyplomatycznej i ”przejście na stronę wroga” polskiego attache handlowego, Jerzego Bonieckiego. Oto co na ten temat mówi notatka służbowa WSW sporządzona na podstawie raportu Mariana Wilczyńskiego i przekazana później Ministerstwu Spraw Wewnętrznych:

… w Sydney Attache Handlowym jest niejaki ob. BONIECKI, który jak wynikało z rozmów z pracującymi tam osobami zachowuje się tak, jak gdyby zamierzał w przyszłości odmówić powrotu do kraju. Wyjeżdżając w miesiącu lipcu na urlop do Polski, pozostawił tam dziecko – rzekomo dla stworzenia sobie pretekstu dla powrotu do Australii.

Uwaga!
Proponuję informację o ob. BONIECKIM przekazać Departamentowi II Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.
Warszawa dnia 24.07.1962 r.8

 Co jest naprawdę ciekawe i zastanawiające to fakt, iż nic nie zostało zrobione, aby „przejście Jerzego Bonieckiego na stronę wroga” w jakikolwiek sposób powstrzymać. Boniecki wkrótce potem rzeczywiście odmówił powrotu do Polski i w Australii przebywał aż do swojej śmierci w 2003 roku. Osoba Jerzego Bonieckiego jest dodatkowo interesująca ze względu na fakt, iż w 1980 roku stał się on założycielem Niezależnej Fundacji Popierania Kultury Polskiej (POLCUL), która to fundacja, między innymi, rozdzielała nagrody finansowe dla działaczy opozycyjnych w ostatnim dziesięcioleciu PRL.

Druga wizyta Mariana Wilczyńskiego w Australii była nieco dłuższa, a polecenia od przełożonych z WSW dużo bardziej wykonalne. Miał on bowiem wyselekcjonować dwóch „kandydatów” spośród Polonii do współpracy ze służbami WSW. Według wytycznych WSW kandydaci na agentów mieli być typowani ze względu na ich przychylność względnie lojalność w stosunku do władz PRL, użyteczność pod względem dostarczania ważnych z punktu widzenia PRL-owskiego wywiadu informacji oraz możliwości zainstalowania u nich nadawczej stacji krótkofalowej.9

W tym miejscu należy wyjaśnić, skąd u służb polskiego WSW zrodziła się potrzeba „zainstalowania” krótkofalówki w dzielnicy mieszkalnej jednego z większych miast australijskich. Otóż główną przyczyną była nagła konieczność przekazywania do centrali wywiadowczej w Moskwie zdobytych i bardzo ważnych informacji z Centrum Badań nad Bronią oraz z poligonu doświadczalnego broni jądrowej i dalekiego zasięgu w Woomera w Południowej Australii. Informacje z WRE były dostępne dla jednego lub kilku zatrudnionych tam komunistów australijskich, którzy z pełnym oddaniem dla sprawy chcieli dzielić się z towarzyszami z Moskwy swoją wiedzą. Problem był taki, że dyplomacja sowiecka miała kłopoty, aby informacje te przekazywać do centrali wywiadowczych w Rosji Sowieckiej bez dekonspirowania tychże agentów zatrudnionych przy projektach prowadzonych w Centrum Badań nad Bronią.

Po tak zwanej aferze Petrowa wszystkie sowieckie placówki dyplomatyczne nie funkcjonowały od maja 1954 do połowy marca 1959 roku. Petrow choć oficjalnie był tylko trzecim sekretarzem ambasady sowieckiej w Canberze, to nieoficjalnie pełnił funkcję wysokiego rangą oficera wywiadu KGB. Ponieważ obawiał się on odwołania do Moskwy (konsekwencje śmierci Stalina), postanowił poprosić władze australijskie o azyl polityczny w zamian za ujawnienie sieci szpiegowskiej zwerbowanej spośród australijskich dyplomatów, polityków i innych wpływowych osobistości. Azyl został mu przyznany, a lista australijskich szpiegów, która została przekazana kontrwywiadowi australijskiemu okazała się tak sensacyjna, że do dzisiaj nie została ujawniona. Dopiero po latach, poprzez pewne przecieki, dowiedzieć się można było kilku nazwisk, w tym na przykład o podejrzeniach o szpiegostwo przywódcy parlamentarnej opozycji Dr Herberta V. Evatta czy też o udowodnionym działaniu szpiegowskim wysoko postawionego dyplomaty australijskiego Rica Throssella.10

Rozmiary penetracji sowieckiej australijskich elit politycznych były bezpośrednią przyczyną zawieszenia przez Australię stosunków dyplomatycznych z Rosją. Kiedy ostatecznie stosunki dyplomatyczne zostały wznowione, kontrwywiad australijski bacznie obserwował każdy ruch personelu dyplomatycznego ambasady i konsulatów sowieckich. Zarówno próby przekazania materiałów do tychże placówek, jak też wyprawy personelu sowieckiego w celu skontaktowania się z australijskim agentem i odebrania od niego informacji, musiałyby się skończyć nieuchronną dekonspiracją najcenniejszego nabytku wywiadu sowieckiego. Należy przypuszczać, iż z takich właśnie powodów zrodził się pomysł na stację krótkofalową oraz agenta zwerbowanego na miejscu, zupełnie nie związanego z personelem dyplomatycznym. Taki agent mógłby przekazać krótkofalówkę agentowi zatrudnionemu przy projektach WRE albo używałby jej sam i pośredniczył w przekazywaniu informacji bezpośrednio do centrali w Moskwie. Organizowałby skrytki na materiały do odebrania oraz przekazywałby instrukcje czy też pytania dla agenta zatrudnionego przy WRE czyli Centrum Badań nad Bronią.

I tak dochodzimy do następnej afery szpiegowskiej w Australii, czyli do afery Skripowa. Iwan Fedorovicz Skripow był Pierwszym Sekretarzem ponownie otwartej Ambasady Rosyjskiej w Canberze, jak również oficerem KGB. Jemu to został powierzony obowiązek zainstalowania krótkofalówki, gdzieś poza terenem ambasady i z wykorzystaniem australijskiego rezydenta, który nie budziłby podejrzeń australijskiego kontrwywiadu czyli ASIO. Rezydentem tym miała być Kay Marshall, która początkowo przebywała w Nowej Zelandii i była zatrudniona przez Brytyjską High Commission (odpowiednik ambasady) w stolicy Wellington. Spotkała ona tam innego sowieckiego „dyplomatę”, który stopniowo wciągnął ją do współpracy z wywiadem sowieckim. Kiedy w 1960 roku Kay Marshall została przeniesiona do Sydney w Australii, skontaktował się z nią czarujący Iwan Skripow, który kontynuował przygotowania [ i szkolił ją] w przeprowadzaniu tajnych operacji.

W grudniu 1962 roku Skripow, na jednym z umówionych miejsc w Sydney, przekazał Kay Marshall dosyć duży i ciężki pakunek z krótkofalówką, który to pakunek Kay miała wręczyć nieznanemu mężczyźnie w wieku około 45 lat, w okularach w brązowej ramce, z czarną teczką i złożoną gazetą „The Age” – na umówionym spotkaniu w stolicy Południowej Australii, Adelajdzie. Ten właśnie mężczyzna był tym zatrudnionym w samym sercu WRE, który przekazywać miał sekrety angielsko-australijskie wywiadowi sowieckiemu. Tego czego Iwan Skripow nie podejrzewał to to, że Kay Marshall była podwójną agentką o pseudonimie „Sylwia” i pracowała dla ASIO, oraz że australijski kontrwywiad wiedział o każdym jego kroku. Prawdziwym celem ASIO było ustalenie tożsamości Australijczyka na usługach sowieckiego wywiadu.

 Po otrzymaniu informacji na temat niedoszłego spotkania,  Iwan Skripow zażądał od Kay Marshall zwrotu radiostacji, ale ASIO zdecydowało, że wolą zakończyć operację na tym etapie niż zwracać urządzenia w sowieckie ręce. Rząd australijski został formalnie poinformowany o sowieckiej działalności, sprawa nabrała charakteru skandalu dyplomatycznego i natychmiast dostała się do gazet, Skripow dostał kilka dni, aby opuścić Australię, a Premier Australii, Sir Robert Menzies wygłosił przemówienie pochwalne dla ASIO. W rzeczywistości była to jednak bolesna porażka kontrwywiadu australijskiego, choć oczywiście Rosja ciągle nie miała nadajnika bezpiecznie zakonspirowanego i informacje od ukrytego agenta z WRE nie mogły bezpiecznie docierać do centrali w Moskwie.11 W związku z powyżej opisaną sytuacją można mieć tutaj silne podejrzenia, iż nadzieje  PRL-owskich służb na uplasowanie zakonspirowanego nadajnika krótkofalowego w którymś z większych miast australijskich nie było ani kwestią widzimisię, ani też kwestią przypadku, lecz specyficznych chęci wsparcia dla wywiadu sowieckiego.

Agent Marian Wilczyński nawiązywał kontakty z Polonią, w celu wyselekcjonowania odpowiednich kandydatów do współpracy ze służbami WSW przy stoisku PAGED podczas odbywających się targów mebli w Melbourne. Wchodził tam w bezpośredni kontakt z przedstawicielami Polonii odwiedzającej wystawę, w tym także ludzi szukających możliwości nawiązania kontaktów biznesowych. Ponadto, o czym sam pisał w swoim raporcie, odwiedzał on kluby polskie, aby nawiązać kontakty mniej formalne. Dodatkowo miał on swoją własną listę kontaktów w Australii, przekazaną mu przez znajomych w Polsce.

Na podstawie nawiązanych kontaktów Marian Wilczyński wyselekcjonował kilka osób, którymi służby WSW mogły być zainteresowane jako kandydatami na tajnych współpracowników. Były to następujące osoby (załączam ich charakterystykę według raportu Wilczyńskiego):

  • Franciszek Zakrzewski z Melbourne (wiek ok. 43 lat), zatrudniony w Domu Polskim „Kościuszko House” jako kierownik bufetu. Przybył do Australii mniej więcej na dwa lata przed spotkaniem Wilczyńskiego wraz z żoną i dwoma synami (w 1963 synowie mieli 10 i 18 lat). Z Polski wyjechał po 1956 roku. Chciał wejść w biznes z centralami HZ Coopeximem (wiklina, zabawki, wózki dziecięce) oraz Prodimexem. (zabawki, odzież, sprzęt metalowo-elektryczny, gospodarstwo domowe itp.). Niechętny „andersowcom”, przychylny PRL (myśli o powrocie do kraju). Przed wyjazdem zatrudniony w Polskiej Żegludze Handlowej.
  • Kazimierz Kobza z Melbourne (wiek ok. 42 lata), Mieszka z żoną, teściem i synem lat 14. Posiadają własny dom. Zatrudniony przez miasto przy terenach zielonych jako agronom z pensją 33 funty australijskie na tydzień. Żona zatrudniona przez Loterię w Wiktorii. Według Wilczyńskiego dobra, drobnomieszczańska rodzina. Do Australii przyjechali z Niemiec, gdzie byli wywiezieni w czasie okupacji na przymusowe roboty. Lubi udzielać się społecznie wśród Polonii, trenuje dzieci w piłce nożnej. Razem z żoną chcieliby kupić hotel, ale wymagało by to pomocy brata, który był wówczas w Polsce w Toruniu, gdzie studiował prawo. Prosili o pomoc w nakłonieniu brata do przyjazdu do Australii.
  • Henryk Górny (Henry Gorny) (wiek ok. 40 lat). Inżynier zajmujący się budową drewnianych domków jednorodzinnych. Pełen energii człowiek interesu.
  • Jan Rakowski z Adelajdy. Właściciel firmy „Globus Trading Co.”. Uważany za najbogatszego Polaka w Adelajdzie. Myślał o współpracy z różnymi centralami HZ. Przychylnie ustosunkowany do PRL. Do Australii przyjechał z Niemiec. Był tam albo na robotach albo w obozie koncentracyjnym.
  • Tadeusz Zakroczyński, Wacław Kić/Kitch (drugie nazwisko to prawdopodobnie ang. wersja nazwiska – Kić), Władysław Rogowski, właściciele i założyciele firmy z Adelajdy nazwanej „ZAK Electrical and Home Furniture”. Wszyscy trzej walczyli pod Monte Cassino. Panowie ci zwierzali się, iż chcieliby rozbudować firmę do rangi salonu meblowego, gdzie polskie meble zajmowałyby pierwsze miejsce. Aktywni gospodarczo, ale nie byli w posiadaniu wystarczająco wysokiego kapitału na rozbudowę firmy. Panowie ci również okazywali „patriotyzm” w stosunku do Polski Ludowej.12

Kandydatem, wyróżnionym przez Mariana Wilczyńskiego na wytypowanie go do ukrycia u siebie krótkofalowej stacji nadawczej, stał się jednak  inny imigrant polskiego pochodzenia. Był nim niejaki Stanisław Perko z Melbourne. Oto fragment raportu Wilczyńskiego w tej sprawie:

Jednocześnie poszukiwałem ob. Stanisława Perko z Pabianic, o losie którego chciał coś wiedzieć tow. Klimek z Pagedu. Ob. Perko był jego kolegą z ławy szkolnej. Według opinii tow. Klimka ob. Perko był skrajnym lewicowcem przed wojną. Studiował w Warszawie polonistykę, ale nie wiadomo czy ukończył. Był aktywnym społecznikiem i pisywał do czasopism. Poszukiwania moje zostały uwieńczone sukcesem. Ob. Perko zgłosił się telefonicznie i zaprosił mnie do domu przy 200 Nelson Road, South Melbourne. Przy spotkaniu okazało się, że znamy się z Oflagu Gross Born, a następnie z kontaktów po wyzwoleniu, kiedy ja byłem kierownikiem Domu Dziecka Polskiego w Travermande pod Lubeką dokąd ob. Perko przywoził zagubione od rodziców dzieci z obozu w Badseberg, gdzie był komendantem. Po przejęciu obozu przez Polską Misję Repatriacyjną ob. Perko ożeniwszy się z Polką z Wilna wyemigrował w 1947 roku do Australii, gdzie zaczął pracować na kontrakcie jako pracownik fizyczny. Ob. Perko jako podporucznik artylerii brał udział w wojnie przeciwko hitlerowcom w 1939 roku. Wzięty do niewoli niemieckiej – przebywał w Oflagu Gross Born, tam brał czynny udział w obozowej pracy społecznej, np. pracował w teatrze obozowym oraz był współredaktorem gazetki obozowej. Zna go wiele osób z obozu. M. in. Tow. Rusinek, tow. Kwiatkowski redaktor Głosu Nauczycielskiego przy Z.N.P., ponadto Józek Balcerzak z Łodzi i wielu innych.

Ob. Stanisław Perko urodził się 13.04.1911 r. w Pabianicach, gdzie obecnie mieszkają jego starzy rodzice M. W. Perkowie /ul. Kontynowska 39/.

Spotkanie moje z ob. Perko było szczerze serdeczne nie tylko dlatego, że przywiozłem mu pozdrowienia od tow. Klimka, ale przede wszystkim dlatego, że jak się okazało, znaliśmy się z obozu jenieckiego. Po słowach powitania ob. Perko zaznaczył, iż zawsze tęsknił do Polski i stale marzył o powrocie do niej. Jednak było mu bardzo przykro wracać w charakterze „syna marnotrawnego”. Szeroko interesowała go sytuacja polityczna i gospodarcza Polski.

Po trzykrotnych odwiedzinach i rozmowach na różne tematy o kraju, jego pracy i życiu doszedłem do przekonania, że z całej plejady spotykanych osób z Polonii najbardziej odpowiednim kandydatem do wykonania dla Polski Ludowej odpowiedzialnego zadania będzie właśnie Stanisław Perko, gdyż poza walorami natury moralnej i intelektualnej jego osoby, jak również jego żony – istnieją również inne sprzyjające warunki.

 W ramach tychże sprzyjających warunków Marian Wilczyński jeszcze raz podkreślił „patriotyzm” do Polski Ludowej obydwojga małżonków oraz ich zainteresowanie jej sukcesami gospodarczymi oraz żal, iż nie uczestniczyli czynnie w odbudowie kraju. Następnie wymienił bardziej konkretne „korzystne atrybuty”  Stanisława Perki:

  • Sprecyzowana przez Stanisława Perkę niechęć do Australii i Australijczyków spowodowana gorszym, bardziej poniżającym traktowaniem jego i w ogóle Polaków w porównaniu z innymi grupami imigrantów.
  • Zamiary państwa Perków na kupno/budowę własnego domu na przedmieściach, co stwarzało by idealne warunki na ulokowanie tam krótkofalówki.
  • Zadeklarowana przez Stanisława Perko chęć obsługi radiostacji, gdy propozycja przechowywania radiostacji została mu przedstawiona, co wykluczałoby zaangażowanie w operację osób trzecich.
  • Zatrudnienie Stanisława Perko jako urzędnika w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych Australii, co stwarzałoby możliwości otrzymywania interesujących informacji z punktu widzenia służb PRL-owskich.
  • Kontakty (przyjaciele i rodzina) Stanisława Perko w Niemczech, Francji i USA, które to kontakty pomogłyby w rozszerzeniu działalności służb WSW na te kraje.
  • Konieczność opieki nad osieroconą, nieletnią bratanicą Marysią w Polsce (dodatkowa możliwość kontroli i wywierania nacisku na Stanisława Perko).13

W swoim raporcie Marian Wilczyński szkicuje również pewne reguły konspiracyjne, które ustalił ze Stanisławem Perko. Między innymi, czas oczekiwania na ponowny kontakt ze strony PRL-owskiego kontrwywiadu oraz fakt, że korespondencja ze strony służb będzie wysyłana jak gdyby była wysyłana od ojca Stanisława Perko.

Niestety na podstawie dokumentów zgromadzonych w Archiwach IPN nie można stwierdzić, czy Stanisław Perko został ostatecznie zwerbowany jako tajny współpracownik, gdyż nazwisko jego po prostu w katalogu akt nie występuje. W końcowym raporcie WSW znajduje się odręcznie napisana rekomendacja (datowana na 4.05.1963), aby sprawę decyzji przekazać wywiadowi wojskowemu, ponieważ wykorzystanie agentów w Australia jest dla kontrwywiadu nieopłacalne. Nie oznacza to zatem, że werbunek nie nastąpił i że radiostacja nie została mu przekazana. Mógł on zostać wzięty pod skrzydła wywiadu wojskowego i tym samym uniknąć rejestracji przez biurokrację MSW lub też cała jego dokumentacja mogła ulec zniszczeniu. Z całą pewnością w Departamencie II WSW poczynione zostały kroki do zwerbowania Stanisława Perko na tajnego współpracownika. Świadczy o tym tajny raport z oficjalną datą 27.05.1963 roku. Oto jego końcowe fragmenty:

Ob. Perko ma w chwili obecnej 52 lata, jest oficerem rezerwy, zna dwa języki. W perspektywie nosi się z zamiarem przyjazdu do Polski na pobyt stały. Mimo, że posiada obywatelstwo australijskie, z terenem tym nie jest związany – dzieci nie posiadają. Jest mocno związany z rodziną zam. w Pabianicach.

W czasie rozmowy z agentem Perko wyrażał gotowość umożliwienia nam kontaktu z innymi osobami, przebywającymi na terenach NRF i Francji.
Dla wykorzystania zadań ob. „P” mógłby przenieść się do któregoś z krajów Europy Zachodniej.
Perko pracuje jako urzędnik w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych – posadę uzyskał z niemałym trudem, gdyż Polacy są tam dyskredytowani przez tubylców.

Rozmowa agenta z w/wymienionym była połowiczna, nie uwzględniająca szeregu istotnych zagadnień, które winne były zostać uwzględnione.
Agent powiadomił „P”, że szczegółowe instrukcje i inne związane z tym sprawy zostaną z nim omówione przez osobę, która się do niego zgłosi – powołując się na agenta.

Faktem przedstawionej mu przez agenta propozycji ob. Perko był zaskoczony, a jednocześnie dumny, że będzie mógł być użyteczny krajowi.

Na uwagę zasługuje fakt, że kontakt z ob. Perko nawiązany został w czasie, kiedy władze bezpieczeństwa australijskiego zlikwidowały radiostację wywiadu radzieckiego /tzw. Sprawa SKRIPOWA – od nazwiska konsula radzieckiego/. Sprawa wynikła z faktu, że radiostacja ulokowana została u kobiety wykorzystywanej jednocześnie przez kontrwywiad australijski. W terminie nieco wcześniejszym natomiast zdekonspirowano agenturę wywiadu czechosłowackiego.
Wobec oczywistych faktów omawianych oraz świadomości grożącego niebezpieczeństwa, przyjęcie przez ob. „P” propozycji współpracy wydaje się stanowić in plus w ocenie doboru kandydata. Element ten uzasadnia również fakt, że kandydat godzi się wykonywać wszystkie inne zlecone mu zadania.

WNIOSKI:

        1. W przypadku omawianym inicjatywę agenta ocenić należy pozytywnie. aczkolwiek wybiegała poza przyjęte zasady.
        2. Dokonać niezbędnych sprawdzeń ob. PERKO w odnośnych kartotekach operacyjnych oraz zarejestrowanie go jako agenta.
        3. Dla podjęcia decyzji o praktycznym sposobie wykorzystania ob. „P” niezbędnym jest przeprowadzenie z nim rozmowy. W tym celu:
        4. Okolicznością ułatwiającą tego rodzaju kontakt, byłby wyjazd oficera pod przykryciem kuriera / co wyklucza koszty przejazdu itp. / do Sydney – mieści się tam ambasada – gdzie mógłby przyjechać z Melbourne ob. Perko. Gdyby podjęcie kontaktu w formie omawianej zawiodło, mógłby oficer polecieć do Melbourne.
        5. Perko mógłby zostać wykorzystany przez kontrwywiad wojskowy dla rozpracowania interesujących zagadnień w miejscu pracy, na terenie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych lub być przerzucony do jednego z krajów Europy Zachodniej. Przerzut taki byłby operacyjnie i pod względem konspiracji uzasadniony.
        6. Przy wykorzystaniu „P” na terenie Australii, zlecając mu zadanie można by wykorzystać konkretne zainteresowanie tym terenem Departamentu I MSW.

Na zakończenie warto jest również wspomnieć o raporcie ogólnym agenta „Kwiatka” zatytułowanym „Polonia w Australii”, który stanowić miał wytyczne i wskazówki do werbowania tajnych współpracowników na terenie Australii w przyszłości.

Marian Wilczyński, po stwierdzeniu, iż Polonia w Australii jest rozbita na skłócone ideologicznie odłamy i bardzo słaba ekonomicznie, dzieli ją na trzy podstawowe grupy:

Pierwsza grupa – to według Wilczyńskiego „londyńczycy”, czyli ci, którzy pozostawali lojalni rządowi londyńskiemu. Na nich jego zdaniem Polska Ludowa nie może w żadnym wypadku liczyć.

Na zakończenie warto jest również wspomnieć o raporcie ogólnym agenta „Kwiatka” zatytułowanym „Polonia w Australii”, który stanowić miał wytyczne i wskazówki do werbowania tajnych współpracowników na terenie Australii w przyszłości.

Marian Wilczyński, po stwierdzeniu, iż Polonia w Australii jest rozbita na skłócone ideologicznie odłamy i bardzo słaba ekonomicznie, dzieli ją na trzy podstawowe grupy:

Pierwsza grupa – to według Wilczyńskiego „londyńczycy”, czyli ci, którzy pozostawali lojalni rządowi londyńskiemu. Na nich jego zdaniem Polska Ludowa nie może w żadnym wypadku liczyć.

Nigdy ona nie kierowała się uczuciami patriotyzmu i solidarności narodowej ani przed ani po wojnie. Poznało się już na nich wielu uczciwych i patriotycznych Polaków, którzy wyłamaliby się spod wpływów „londyńczyków”, gdyby znaleźli pomoc i obronę ze strony kraju.

Druga grupa – to ta wspomniana jako w gruncie rzeczy „patriotyczna”, „najliczniejsza” i oszukana przez „londyńczyków” część Polonii, która przy obiecanej pomocy w walce z „terrorem londyńczyków”, mogła być „użyteczna” dla Polski Ludowej. Należy przypuszczać, że „pomoc i obrona” ze strony kraju w tym wypadku polegać miała na obietnicach „wspólnego” biznesu z rozlicznymi Centralami Handlu Zagranicznego, czyli między innymi linie kredytowe na dostarczany towar z PRL. Tworzyłoby to również pewien stan uzależnienia, a zatem i posłuszeństwa w ten sposób „pozyskanej” części Polonii australijskiej w stosunku do swoich „partnerów w biznesie”.

Ci właśnie uczciwi Polacy, często prości i pełni patriotyzmu tworzą drugą grupę. Zostali oni kiedyś oszukani przez „londyńczyków”, gdy znajdowali się w Niemczech w obozach dla wysiedleńców.
(…) Na grupę tę trudno jest jeszcze w tej chwili wywierać wpływ w sposób masowy. Można natomiast oddziaływać indywidualnie, aczkolwiek jest to praca żmudna i nie przynosząca w krótkim czasie dużych rezultatów. Niemniej pracę tę należałoby w jakiś sposób podjąć i działać systematycznie z dalszą perspektywą.

Do trzeciej grupy zalicza Wilczyński nowo przybywających z Polski w liczbie od 1500 do 2000 imigrantów rocznie. Na ogół nie jest to grupa, według agenta Kwiatka, zbyt wartościowa dla PRL, (głównie łączenie rodzin oraz pogoń za materialnym polepszeniem swego losu). Jednakże byłoby łatwo, jego zdaniem, powiększyć tę grupę w sposób zaplanowany „z kraju” do 5000 rocznie i to ludzi znacznie lepiej wykształconych, zarówno pod względem zawodowym, jak i językowym. I w ten sposób, mówiąc wprost, wysyłać należy „swoich ludzi” jako uchodźców/imigrantów, aby uzyskiwać większe możliwości oddziaływania na życie i politykę w Australii.

Tak więc nawoływanie starej emigracji, aby zasilać Polonię australijską świeżą krwią z kraju w ilości 5.000 osób rocznie wydaje się mieć głębsze uzasadnienie. Mianowicie oprócz wzmocnienia ilościowego awangard polskości jednocześnie nastąpiłoby wzmocnienie moralno-polityczne. Naturalnie młoda emigracja musiałaby mieć przygotowany grunt i pomoc na miejscu, aby nie być zdaną na żywiołowość i obojętność z obu stron.15

Ten ostatni pomysł na lokowanie tajnych agentów oraz agentów wpływu wśród społeczeństwa australijskiego, choć być może nie w pełni autorstwa agenta M. Wilczyńskiego, miał przynieść najlepsze rezultaty w rozszerzaniu się „postępowych” idei w Australii.

Co do samego agenta „Kwiatka”, to został on wynagrodzony przez służby za „całokształt” swojej lojalnej działalności na rzecz PRL poprzez przyznanie mu w roku 1965 pozwolenia na wyjazd na stałą placówkę handlową w Maroku.16


Przypisy:

1. Official Year Book of the Commonwealth of Australia, Commonwealth Bureau of Census and Statistics, Canberra, No.49 – 1963, s. 305

2. David Horner, The Spy Catchers, The Official History of ASIO 1949-1963, Volume 1, Kindle Edition, Canberra 2014, lokacja 9259, 10324

3. Sasson, Molly, MORE CLOAK THAN DAGGER: One Woman’s Career in Secret Intelligence, Connor Court Publishing, Kindle Edition, Ballarat 2015, lokacja 2486-2953; także w Horner, tamże, lokacja 10745-10760

4. Patryk Pleskot, Artykuł dla EXPRESS- The Australian-Polish Magazine, Wywiad PRL w Australii,cz. 1 -3: https://www.eapmag.com.au/wywiad-prl-w-australii/, https://www.eapmag.com.au/wywiad-prl-w-australii-cz-2/, https://www.eapmag.com.au/wywiad-prl-w-australii-cz-3/

5. Biografia Mariana Wilczyńskiego zebrana z różnych dokumentów wchodzących w skład dwóch teczek znajdujących się w Archiwum IPN: Teczka Personalna IPN-BU_2386/508 oraz Teczka Pracy – IPN-BU_2386/509

6. Notatka Służbowa /dot. wykorzystywanego operacyjnie ob. Wilczyńskiego datowane Warszawa, 07.11-1960, IPN-BU_2386/508, s. 6

7. Tamże

8. Notatka Służbowa /z odbytego spotkania z wykorzystywanym operacyjnie ob Wilczyńskim – pseudonim „KWIATEK” /., IPB-BU-2386/509, s.26

9. Notatka z podróży do Australii, Warszawa, 18.04.1963, IPN BU 2386/509, ss. 39-42

10. Sasson, tamże, lokacja 1669-1697

11. Horner, tamże, lokacja 10206-10216 oraz 10267-11017

12. Agenturalny Meldunek, 18.04.1963r., IPB-BU-2386/509, ss. 27-32

13. Tamże

14. Raport /dot. zwerbowania przez agenta „KWIATEK” – zamieszkałego na terenie Australii ob. Stanisława Perko /., IPN BU 3426-10320, ss. 9-11

15. Polonia w Australii, 05.05.1963 r., IPN-BU-2386/508, ss. 35-37

16. Pismo do Dyrektora Departamentu I-go M.S.W. Płk. H. Sokolaka, datowane 10.03.1965 rok, IPN-BU 2386/508, s. 27

Loading

Author: Donald Molar