Na północną część Lwowa spadły w sobotę rakiety. Do pierwszego ataku doszło po godz. 16 czasu lokalnego. Kolejny nastąpił w okolicach godz. 18. Z centrum Lwowa widać gęste kłęby dymu, unoszące się nad miastem. Władze miejskie potwierdziły na razie, że doszło do silnych eksplozji.
Poszkodowanych jest pięć osób.
Po godzinie 18 informacje o kolejnym ataku na Lwów potwierdził mer miasta Andrij Sadowy. “W wyniku nowych ataków rakietowych na Lwów doszło do znacznych szkód w obiektach infrastrukturalnych. Budynki mieszkalne nie zostały uszkodzone. Pożary nadal są gaszone” – napisał na Twitterze.
Do pierwszego ataku doszło po godz. 16. Poprzedził go alarm bombowy. Mieszkańcy ukryli się w schronach. Dziennikarze PAP, przebywający w tamtejszym centrum prasowym, także musieli zejść do podziemi. Według niepotwierdzonych informacji zbombardowany został skład paliwowy
i jednostka wojskowa, znajdujące się w okolicach ulicy Łyczakowskiej. Nad północną częścią miasta można było zobaczyć gęsty dym, a w powietrzu wyczuwalny był charakterystyczny zapach spalenizny. W centrum Lwowa nie słychać było eksplozji.
Szef obwodu lwowskiego Maksym Kozycki poinformował, że doszło do dwóch ataków rakietowych w granicach miasta i według wstępnych ustaleń poszkodowanych zostało pięć osób. Ostrzegł, że nadal istnieje zagrożenie podobnego ataku.
“W granicach Lwowa doszło do dwóch uderzeń rakietowych. Informacja o trafieniu w budynek mieszkalny bądź inne obiekty infrastruktury nie potwierdziła się. Według wstępnych danych poszkodowanych zostało pięć osób” – napisał Kozycki na swoim kanale na komunikatorze Telegram. Ostrzegł następnie: “wciąż istnieje zagrożenie ataku rakietowego”. Zaapelował do mieszkańców, by pozostawali w schronach i by nie rozpowszechniali niepotwierdzonych informacji.
![]()