Joe Biden płakał wczoraj wieczorem na Narodowej Konwencji Demokratów, wygłaszając jedno ze swoich ostatnich ważnych przemówień jako prezydent.
81-latek wystąpił na scenie w Chicago, aby przekazać pochodnię kandydatce Demokratów Kamali Harris w wieczór pełen opóźnień, przez co jego historyczne uwagi pożegnalne zginęły w mroku nocy.
Zaczął od otarcia łez, gdy jego córka Ashley przedstawiła go tysiącom fanów skandujących „we love Joe” w zatłoczonym United Center.
Prezydent upierał się, że nie czuje się rozgoryczony z powodu ustąpienia po tym, jak rosnący chór Demokratów wyższego szczebla żądał jego rezygnacji.
Biden powiedział, że działa dla dobra kraju, dodając, że pełnienie funkcji naczelnego wodza to „zaszczyt jego życia” i że ma „wiele do zrobienia” w ciągu ostatnich pięciu miesięcy sprawowania urzędu.
Prezydent płakał, pokrzykiwał i zniekształcał słowa podczas poniedziałkowego łabędziego śpiewu, podczas którego udzielił Harris całkowitego poparcia.
W typowy dla Bidena sposób zniekształcił część przemówienia, mówiąc o prawach do aborcji.
„Kobiety są teraz pozbawione elektryczności… nie wolno, przepraszam, nie, nie są pozbawione władzy elektoralnej,… ani politycznej” – bełkotał, próbując zacytować sprawę Sądu Najwyższego Dobbs, która unieważniła wyrok w sprawie Roe przeciwko USA.
Kiedy uswiadomił sobie że pomylił słowa, rozejrzał się porozumiewawczo i roześmiał się.
![]()