Do priorytetów przywódcy konserwatystów Geerta Wildersa należy zerwanie polityki migracyjnej UE i osłabienie zobowiązań ekologicznych.
Partia konserwatywna Geerta Wildersa wkrótce stanie się częścią holenderskiego rządu, a fale uderzeniowe tego zdarzeni, wkrótce uderzą w machinę unijną w Brukseli.
Po sześciu miesiącach sporów i bolesnych negocjacji Holandia wreszcie osiągnęła porozumienie w sprawie nowej prawicowej koalicji rządzącej. Odkąd Wilders zaskoczył Europę swoim zwycięstwem w wyborach w zeszłym roku, szanse na to, że weteran tej kampanii zostanie premierem i dołączy do stołu na szczycie UE, zmalały.
Złagodził także niektóre ze swoich najostrzejszych polityk antyislamskich i swój wcześniejszy pomysł zorganizowania referendum w sprawie opuszczenia UE, próbując osiągnąć porozumienie w sprawie podziału władzy z innymi konserwatywnymi partiami.
Jeśli porozumienie koalicyjne zostanie potwierdzone, w nowym rządzie wystąpią konserwatywna Partia Wolności (PVV) Wildersa, centroprawicowa Ludowa Partia na rzecz Wolności i Demokracji (VVD), prawicowy populistyczny Ruch Rolników-Obywateli (BBB) i centrowa Nowa Umowa Społeczna (NSC). Ten układ sił gwarantuje zachwianiem lewackiego status quo w Brukseli.
Najbardziej bezpośrednim problemem dla establishmentu UE będą prawdopodobnie nowe holenderskie plany migracyjne. Koalicja chce mieć „najsurowszą politykę azylową w historii”. Chce również zrezygnować z wielu unijnych przepisów migracyjnych, stawiając Hagę na kursie kolizyjnym z Brukselą, która właśnie przyjęła nowy pakt o migracji i azylu.
![]()