Na najniebezpieczniejszej granicy Azji Środkowej ponownie wybuchły walki – nie na granicy regionu z Afganistanem, ale na granicy kirgisko-tadżyckiej.
Przez około 10 lat granica ta była miejscem przemocy, ale w ostatnich latach pojedyncze starcia między mieszkańcami wiosek uzbrojonymi w kije i kamienie przekształciły się w strzelaniny między strażnikami granicznymi.
Teraz, drugi rok z rzędu, wzdłuż granicy obu krajów toczy się walka na skalę wojenną, choć tym razem intensywność i zasięg konfliktu wydaje się być jeszcze większy niż krótka wojna z końca kwietnia 2021 r., która pozostawiła po sobie 55 zabitych i setki rannych.
I tym razem wydaje się, że nikt nie jest w stanie ani nie chce przerwać walk.
Ciężkie walki rozpoczęły się 16 września, choć dwa dni wcześniej doszło do wymiany ognia w trzech lub więcej obszarach przygranicznych, w których zginęło co najmniej dwóch tadżyckich pograniczników, a cywile po obu stronach granicy zostali ranni.
Do 17 września na szerokim odcinku granicy toczyły się walki w kilkunastu miejscach.
Raporty wskazywały na użycie artylerii, wielu systemów wyrzutni rakietowych, moździerzy, czołgów, pojazdów opancerzonych, helikopterów wojskowych, a według Tadżyckiego Państwowego Komitetu Bezpieczeństwa Narodowego nad głowami latały kirgiskie drony wojskowe.
Walki rozprzestrzeniły się na obszary, na których nigdy wcześniej nie toczono, do kirgiskiej prowincji Osz, gdzie kirgiscy strażnicy graniczni w dystrykcie Chon-Alai powiedzieli, że kilka wiosek znalazło się pod ostrzałem moździerzowym i artyleryjskim.
Nawet kirgiskie miasto Batken, stolica prowincji batkeńskiej, znalazło się pod ostrzałem, choć znajduje się ponad 10 kilometrów od granicy.
Już w nocy 16 września władze w południowym Kirgistanie zgłosiły co najmniej 24 zabitych i 87 rannych obywateli Kirgistanu, choć liczba rannych została skorygowana 17 września na 129.
Władze tadżyckie nie podały żadnych danych liczbowych, ograniczają się po prostu do „kilku ofiar”. Tadżycka służba Radio Liberty, Radio Ozodi, poinformowała, że w dniach 14-16 września zginęło co najmniej 39 tadżyckich cywilów.
Żadna ze stron nie podała konkretnych liczb strat wojskowych.
Do 17 września władze Kirgistanu ewakuowały około 136 000 obywateli z obszaru wzdłuż granicy tadżyckiej, a wraz z rozprzestrzenianiem się bitwy wzdłuż granicy liczba ta prawie na pewno przekroczyła 150 000 do końca dnia.
Podczas poprzednich ewakuacji kirgiskich cywilów z obszarów przygranicznych w prowincji Batken, gdy wybuchły konflikty, ludzie zostali przywiezieni do miasta Batken, ale ostrzał stolicy prowincji 16 września zmusił władze kirgiskie do ewakuacji mieszkańców przygranicznych na obszary jeszcze bardziej odległe.
Zdjęcia opublikowane w Internecie i mediach społecznościowych (takie jak zdjęcie powyżej) ukazywały długą linię pojazdów przejeżdżających przez jałowe wzgórza poza BATKEN.
W niektórych przypadkach ewakuacja mieszkańców obszaru przygranicznego wiązała się z przejściem przez eksklawę Soh w Uzbekistanie. Władze uzbeckie zezwoliły uchodźcom na swobodne przejście.
Ten gest życzliwości ze strony sąsiedniego Uzbekistanu był również godny uwagi, ponieważ niektórzy mieszkańcy Soh stali na poboczu drogi rozdając bochenki chleba pojazdom z tablicami rejestracyjnymi Batken, choć większość mieszkańców Soh to etniczni Tadżycy.
Nie wiadomo, jak zaczęły się walki. Zgodnie z standartowym wzorcem oficjałowie w obu rządach podawali wersje, które obarczają winą drugi kraj.
![]()